wtorek, 28 marca 2017

Blonde Redhead - wywiad w musicnow.pl i garść koncertowych wrażeń

0
W marcu na łamach musicnow.pl ukazał się mój wywiad z Amedeo Pace, gitarzystą Blonde Redhead, którzy dali koncert w warszawskim klubie Proxima 16 marca, dokładnie w moje urodziny. Rozmowa do przeczytania tutaj.



Sam koncert był naprawdę zaskakującym doświadczeniem. Przyzwyczaiłam się do tego, że nagłośnienie w Proximie pozostawia wiele do życzenia, więc szłam na niego z nastawieniem, że raczej nie uda mi się wychwycić delikatnych melodii ze ściany hałasu, która powstanie po zderzeniu Blonde Redhead z bezlitosnym sprzętem tego klubu.

Okazało się jednak, że Blonde Redhead są w stanie poradzić sobie w każdych warunkach. Dream-popowe w większości kompozycje brzmiały bajkowo, zabierając mnie urodzinowo w trochę inny, zawieszony na jakiejś chmurce świat.

Niejeden zespół może pozazdrościć tej trójce profesjonalizmu, którzy okazali, kiedy okazało się, że choroba Kazu daje się we znaki. Wokalistka i gitarzystka grupy momentami słaniała się na nogach, ale nie zeszła ze sceny i po krótkich przeprosinach kontynuowała występ. Co z tego, że czasami zdarzało jej się nie trafić dokładnie w dźwięk - pokazała, że ma moc.

W wywiadzie Pace wspominał, że ma nadzieję, iż tym razem grupie uda się przekazać na scenie wszystko to, co by chcieli (inaczej niż na ich poprzednim występie w Polsce na OFF Festivalu gdzie, jak stwierdził, to się nie udało). Ja uważam, że się udało.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 27 marca 2017

Godny powrót Gorillaz

0
Gorillaz po kilku latach w końcu powrócili z nowymi utworami, klipem i zbliżającym się albumem. Tym razem chciałabym się skupić na klipie właśnie, w którym "goryle" zdecydowały się na skorzystanie z nowinki technologicznej jaką jest wideo 360.


Część artystów zdaje się celowo unikać nowości technologii, ale wideo 360 nie przestraszyli się już tacy muzycy jak Bjórk, czy polski Baasch.

W przypadku Gorillaz użycie tej technologii wydaje się naturalne co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze zespół ten nigdy nie bał się tworzyć gigantycznej rzeczywistości wirtualnej wokół swoich albumów i stosować nowych metod marketingowych. Wideo 360 wydaje się tylko naturalnym przedłużeniem ich wirtualnego studia, które można było zwiedzać jak w grze na stronie internetowej. Po drugie rzeczywistość wirtualna to idealne rozwiązanie dla zespołu, który jest wirtualny. 2D, Murdoc, Russel i Noodle żyją w świecie kreskówki, do którego za pomocą wirtualnej albo rozszerzonej rzeczywistości możemy spróbować wejść. Czekam tylko na moment, w którym Gorillaz zainwestują również właśnie w augumented reality bądź VR.

 Sam klip, który bardzo przyjemnie się ogląda, przywodzi trochę na myśl "Clinta Eastwooda" z goszczącymi w kawałkach raperami pojawiającymi się jako demony dręczące zespół. Można narzekać, że grafika 3D wygląda tutaj dość topornie, ale wydaje się to też odpowiednie w połączeniu z prostotą samych postaci.

Jak pisałam już na swoim Facebooku, klip ten uznaje za godny powrót. I liczę na więcej zabaw technologią w wykonaniu Gorillaz, bo nie od dziś wiemy, że jest im to bliskie, a jednocześnie zdziwiłabym się, gdyby taki pomysł jak rysunkowy zespół nie ewoluował właśnie w tę stronę.
Czytaj dalej »

piątek, 24 marca 2017

Michael Gira - wywiad w musicnow.pl

0
Jakiś czas temu na łamach musicnow.pl ukazał się mój wywiad z Michaelem Girą, który przy okazji jest liderem mojej ulubionej kapeli - Swans.



Część pierwsza

Część druga

W tym miejscu warto przypomnieć, że Swans to tegoroczny headliner OFF Festivalu, a Michael Gira będzie tam kuratorem Sceny Eksperymentalnej.
Czytaj dalej »

środa, 22 marca 2017

Czasem potrzeba czasu

0
Ostatni post na tym blogu zamieściłam dobre kilka lat temu, a od tego czasu wiele się wydarzyło. Na tyle, że postanowiłam powrócić do pisania, skoro mam trochę czasu i trochę słów, którymi chciałabym się gdzieś podzielić.

Nie będę tu streszczać tych kilku lat, bo nie ma to większego sensu, ale może warto wspomnieć, że w międzyczasie przeprowadziłam się, wzięłam ślub i adoptowałam psa.

Oto pies Tesla, który ma trzy łapy/pitfotoart.pl
Zaczęłam też nową pracę i nowe studia, ale nie jest to aż tak interesujące jak na przykład pies.
To naprawdę fajny pies


Skoro już przy psie jesteśmy, to Tesla (bo takie ma imię i nie, nie jest suczką) mieszka z nami już od ponad roku i na pewno będzie jednym z tematów na tym blogu. Aczkolwiek nie będzie to też typowo psi blog. Jaki będzie? Zobaczymy.
Czytaj dalej »

wtorek, 25 listopada 2014

Niezłe Sztuki: Z otwartą przyłbicą

1
Niezłe Sztuki: Z otwartą przyłbicą: Relacja z koncertu Mykki Blanco w BASENie, 11.11.2014 r. 11 listopada.

Zachęcam do lektury mojego tekstu :)

Czytaj dalej »

czwartek, 6 listopada 2014

Swans, "To Be Kind" - recenzja

0
W "Wiadomościach Sąsiedzkich Wesoła" pojawiła się (jak co miesiąc) moja recenzja - tym razem najnowszego wydawnictwa Swans - "To Be Kind". Poniżej, jak zwykle, zamieszczam początek tekstu, a do całości odsyłam tu (nr 163, str. 24). W numerze 162 znajdziecie też mają recenzję filmu "Zniewolony. 12 Years a Slave".

Następny krok geniuszy
Swans, "To Be Kind"

Ja i Michael Gira po koncercie Swans na festiwalu Unsound w Krakowie

Swans kontynuują swoją karierę najlepszego zespołu na tej planecie. Ich przedostatni album, o którym kiedyś pisałam, „The Seer” osiągał we wszystkich najważniejszych zestawieniach status ówczesnej płyty roku. Podobnie dzieje się z ich kolejnym krążkiem, „To Be Kind”. Od razu po wydaniu, w połowie tego roku (w maju), został nazwany przez krytyków objawieniem i najlepszą płytą w 2014. Pokazał też, że Swans nie jadą utartym torem i potrafią poszukiwać w nieco innych stylach.

„To Be Kind”, podobnie jak „The Seer” jest albumem potężnym (trwa 120 minut, znajduje się na nim 10 utworów). Jednak nieco mniej tu majestatycznych i mrocznych kompozycji, a więcej dziwacznych i pokręconych, zapadających w pamięć utworów. Michael Gira, lider kapeli, wciąż buduje skomplikowane dźwięki, tworząc swój własny muzyczny epos, jednak tym razem podąża nieco innym ścieżkami. Album wydaje się przez to szybszy, bardziej energiczny, ale nie pozbawiony wrażenia z obcowaniem z misternie uplecionym geniuszem.

Główną rolę odgrywa tym razem bas. Nadaje rytm, który jest najważniejszym punktem na albumie. To do niego dodawane są kolejne elementy, podążające wyznaczoną przez niego ścieżką. Słychać to wyraźnie w otwierającym album „Screen Shot”, czy też w utworach takich jak singlowe „Oxygen”. Drugim bohaterem jest tu niewątpliwie budująca pokręcony klimat gitara. Nie brakuje tu jednak niskiego, tajemniczego, momentami zwierzęcego i dzikiego wokalu Giry, wybijającej zabójczy rytm perkusji, czy też innych instrumentów dodających dziwaczności takich jak gongi, syntezatory, dzwonki i inne.

Jak wspomniałam na „To Be Kind” Swans szukają nowych rozwiązań. Jeśli chcemy na albumie znaleźć typowo swansowe, majestatyczne kompozycje, to oczywiście znajdziemy je pod postacią utworów takich jak chociażby „Bring The Sun/Toussaint L'Ouverture”. Jednak dużo tutaj tego, co na „The Seer” dopiero się przebijało – wspomnianych przeze mnie nieco mocniejszych, bardziej energicznych, szybszych, ale za to dużo bardziej pokręconych utworów. Takimi kawałkami są chociażby „A Little God In My Hands”, „Oxygen”, „Screen Shot”. Momentami jest też melancholijne, jak w „Just A Little Boy (For Chester Burnett)”. Mamy więc mieszankę klimatów, która jednak układa się w spójną całość, w której nie brakuje znanym fanom rozciągniętych kompozycji, narastającego klimatu i powtarzających się, budujących utwory sekwencji.

Teksty nie są tutaj prawie w ogóle istotne. Chociaż płyta jest dużo mniej instrumentalna niż „The Seer”, to wokal Giry jest tu raczej kolejnym instrumentem (zwłaszcza w utworach, w których po prostu bełkocze), niż nośnikiem treści. Mamy tu bardziej metafizyczne tematy, takie jak sens życia („Screent Shot”, „Some Things We Do”), czy też bardziej nietypowe dla takiej muzyki - astma w „Oxygen”, czy też film „Melancholia” von Triera w „Kirsten Supine” (według mnie trudno o lepsze połączenie – film o apokalipsie i apokaliptyczna muzyka Swans zdają się do siebie pasować jak ulał). Wszystkie treści są jednak przekazane za pomocą dość minimalistycznej poezji.

Całość do przeczytania w "Wiadomościach Sąsiedzkich Wesoła"!  

Ja i Michael Gira po koncercie Swans na festiwalu Unsound w Krakowie

Czytaj dalej »

piątek, 3 października 2014

Dziewczyny na WF! Najpierw jednak niech WF stanie się sportem

1
Od niedawna w mediach różnego rodzaju możemy obserwować kampanię zachęcającą dziewczyny do uczestnictwa w lekcjach WF-u. Zachęca je do tego wysportowana Anna Lewandowska, mistrzyni karate.



Niby wszystko fajnie. Popieram każdą akcję, która promuje to, że dziewczynki mogą chcieć interesować się czymś innym niż tym, na co wskazują stereotypy - czyli najczęściej kwestiami dotyczącymi własnego wyglądu. Super więc, że zachęca się je do uprawiania sportu, który na pewno kształtuje charakter, ale również poprawia zdrowie.

Jednak cały szkopuł tkwi w tym, że najczęściej bardzo trudno doceniać polskie lekcje WF-u. Sama uczęszczałam na nie zaledwie kilka lat temu i przyznam szczerze, że nie darzyłam ich sympatią. Zwolnienia sprawiały radość. Nie dlatego jednak, że nie lubię sportu. Bardzo dobrze pływam i jeżdżę na rowerze, całkiem nieźle radzę sobie również na nartach. Średnio to jednak interesowało większość wuefistów. Polskie WF-y są najczęściej przeprowadzane na odwal się, na zasadzie "macie piłkę, zróbcie coś". Nie traktują sportu kompleksowo, a uczniów jak jednostki. Jeśli jesteś w czymś słaby, to znaczy, że ogólnie się nie nadajesz. Kuriozum spotkałam w liceum, gdzie głównym punktem naszych zajęć była siatkówka, której osobiście nie trawię (aczkolwiek jedynie w praktyce, uwielbiam ją za to oglądać). Jeśli ktoś nie miał ochoty na kolejną pod rząd, setną rozgrywkę, mógł ewentualnie pobawić się szarfą. Szkoda, że nikt nas nie nauczył jak tą szarfą się posługiwać. Zamiast prawdziwego sportu chodziłyśmy więc znudzone po korytarzach ciągnąc za sobą żałosny kawałek materiału. Na koniec roku, tuż przed pójściem na studia, miałam zagrożenie tróją z WF-u. Argumentacja nauczycielki? "Czwórka oznaczałaby, że umiesz grać w siatkówkę. A nie umiesz. Ktoś na studiach spojrzy na twoje świadectwo i będzie tego wymagał". Jasne. Na studiach nikt o nic mnie nie pytał, na WF zapisałam się na jaki chciałam (oczywiście basen), a każda kolejna trenerka wychwalała moje umiejętności i pokazywała jako przykład grupie rosłych facetów, którzy ze mną konkurowali (tak, w jednym semestrze byłam jedyną dziewczyną w męskiej grupie i nie, nie należałam do najgorszych).

Jednak większość polskich podstawówek, gimnazjów i liceów zapomina, że istnieją sporty poza grami zespołowymi i bieganiem. Obowiązkowo trzeba odwalić elementy akrobatyki, takie jak przewroty czy skoki oraz tenisa stołowego (co z tego, że w liceum dostawałam z nich dobre oceny, przecież liczy się tylko SIATKÓWKA). Najczęściej nie ma mowy o tańcu, basenie i tym podobnych. Moje doświadczenia nie są tutaj odosobnione.

Oczywiście nie wszyscy wuefiści są źli. Spotykałam na swojej drodze nielicznych, którzy rozumieli, że nie każdy od razu musi być czempionem. Przysłowiowo nie kazali rybie wchodzić na drzewa, a małpie pływać. Rozumieli, że każdy ma swoje ograniczenia, zdrowotne czy fizyczne. Proponowali inne rodzaje sportu, zachęcali do rozwoju. Jednak to kropla w morzu tego, co wymaga poprawienia.

Także dalej zachęcajmy dziewczyny do sportu. Ale najpierw sprawmy, żeby rzeczywiście miały gdzie ten charakter kształtować. Bo chyba nie w polskiej szkolnej sali gimnastycznej.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia