Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chustonoszenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chustonoszenie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 grudnia 2018

10 gadżetów do wyprawki

0
Małe dziecko tak naprawdę nie potrzebuje wiele, żeby przeżyć i mieć się dobrze. Przede wszystkim potrzebuje opiekuna, czegoś do jedzenia (przez pół roku możesz mieć to prawie za darmo jeśli karmisz piersią), zestawu ubranek, kilku kosmetyków, ciepłej wody w kranie, pieluszek, śpiworków lub rożków i miejsca do spania. Jednak rodzice zazwyczaj zwiększają ilość rzeczy w wyprawce. I może zdecydujecie się na bardzo drogi bujaczek albo leżaczek, wózek z siedmioma amortyzatorami, świecącą i grającą karuzelę, kołyskę, szumiącą maskotkę albo coś jeszcze innego. Moim zdaniem wszystkie te wymienione rzeczy są kompletnie niepotrzebne. Poniżej lista tego, co sama poleciłabym innym mamom na początek macierzyństwa, jeżeli koniecznie chcą wydać więcej pieniędzy.

1. Chusta

Jak pisałam w innym wpisie chusta okazała się u nas absolutną koniecznością. Nie każde dziecko ciężko przechodzi tak zwany 4 trymestr, nie każde ma wrodzoną awersję do wózka. Ale każde potrzebuje bliskości rodzica, a rodzic na pewno chętnie odciąży swój kręgosłup. Więc nawet jeśli wasze dziecko będzie odkładalne, to chusta może się przydać do wzmacniania więzi albo na spacery, na które nie chce wam się ciągnąć wózka. Wbrew pozorom jej wiązanie w ogóle nie jest trudne, łatwo ją ze sobą wszędzie zabrać, a także może ją z powodzeniem nosić zarówno mama, jak i tata. Z perspektywy czasu widzę, że nieco trudniejsze pod pewnymi względami jest nosidło, w którym macie dopasowane do swojego wzrostu i rozmiaru klamry, które trzeba przestawiać przy zmianie noszącego. Poza tym nosidła możecie używać dopiero, kiedy dziecko zacznie samo siadać - jeśli ktoś przekonuje was, że jest inaczej, to prawdopodobnie chce z was ściągnąć kasę (ach ten marketing robiony na rodzicach), bo nic nie da tak prawidłowej postawy i odpowiedniego podparcia jak odpowiednio dociągnięta chusta. 

2. Subskrypcja Netflixa. I może jeszcze HBO GO.

Bardzo potrzebne, jeśli chcesz przeżyć maraton karmień w pierwszych miesiącach (u nas trwały nawet po 12 godzin), a potem drzemki dziecka odbywające się na tobie (tak, wiem, są dzieci, które odłożone śpią w swoich łóżeczkach i nie rozpaczają z tego powodu, ale nie znam takich wiele). I w czasie ciąży najlepiej zwalcz pokusę obejrzenia wszystkich seriali. Przydadzą ci się potem (tak, miałam takie momenty, że już nie miałam co oglądać).

3. Czujnik oddechu lub dostawka do łóżka

Prawie wszystkie mamy mają ze sobą coś wspólnego - sprawdzają, czy ich dziecko oddycha. Przez to nawet przez te krótkie momenty, kiedy w nocy śpi w swoim łóżku, one też nie śpią, zamiast odpoczywać. Sama już w ciąży wiedziałam, że będę jedną z tych mam, która stoi nad dzieckiem i trzęsie się ze strachu, czy na pewno wszystko z nim ok. Ponieważ śpimy na kanapie, do której nie można dołączyć dostawki, zainwestowaliśmy w czujnik. Zielona lampeczka informująca mnie, że wszystko jest ok, pozwoliła mi zmrużyć oczy (chociaż i tak zdarzyło mi się kilka razy sprawdzić, czy Franek oddycha!). Nie jest to tani gadżet (zwłaszcza, że najlepiej kupić ten, który ma status produktu medycznego), ale jeśli macie wydać na coś w stylu mamaroo albo inny leżaczek-zabawiaczek, to to, moim zdaniem da wam dużo więcej spokoju. Jednak, jak zawsze, każda mama i dziecko są inne, więc każdy może mieć inne potrzeby. A i nie zapominajmy, że mimo wszystko najlepszym sprzętem jest czujność rodzica - czujnik więc nie zwalnia nas z myślenia, np. o tym, żeby w dziecięcym łóżeczku nie kłaść przytulanek i kocyków, ochraniaczy, czy też innych bajerów. Zamiast czujnika fajnym rozwiązaniem może być wspomniana dostawka - dziecko jest cały czas tuż obok, możemy trzymać na nim dłoń, ułatwia to też karmienie piersią.

Pies to niestety dość zawodny czujnik oddechu

4. Dobry fotelik samochodowy

Nawet jeśli nie masz samochodu, często przemieszczenie się gdzieś samochodem może być konieczne. Nikomu nie życzę źle, ale być skazanym na komunikację miejską, kiedy trzeba pędzić do lekarza, to nic przyjemnego. A niestety nie wszystkie taksówki są wyposażone w foteliki. 

5. Prosta karuzela lub pałąk edukacyjny

Zapewni chwilową rozrywkę, kiedy musisz siku albo zjeść coś na szybko. Co prawda sprawdza się tylko przez kilka pierwszych miesięcy, kiedy dziecko leży, ale przecież wtedy też ludzie robią siku i jedzą. Karuzela nie musi być droga, świecąca, grająca, zabawiająca na milion sposobów. Można ją nawet zrobić samemu, jeśli tylko ma się lekko kreatywne zacięcie. Musi się tylko obracać, nie musi mieć nawet do tego mechanizmu, wystarczy, że nią zakręcisz.

Pałąk z IKEI był u nas w użyciu prawie codziennie

6. Przewijak

Dziecko można przewijać wszędzie - na podłodze, na łóżku, tapczanie (moja znajoma, mam nadzieję, że nie ma mi za złe, że tu o niej wspominam, przewijała raz dziecko na stole w remizie strażackiej). Ale przewijak to troska o twoje plecy, zwłaszcza na początku, kiedy dziecko tylko leży, nie obraca się, ale za to wiele razy wymaga zmiany pieluszki. Potem część dzieci przestaje lubić przewijaki albo wiercą się na nich na tyle, że ich używanie nie ma sensu. Jednak początkowo do zmian pieluszek i pielęgnacji jest to bardzo pomocna inwestycja. 

7. Jeśli nie masz wanny - wanienka ze stojakiem

Ponownie jest to troska o twój kręgosłup, który i tak będzie zmęczony noszeniem, dźwiganiem i schylaniem się na miliard sposobów. Niech więc wanienka stanie na stojaku, a nie np. pod prysznicem, gdzie trzeba się będzie nagimnastykować, aby z niej skorzystać. Dmuchana wanna pod prysznic to lepsze rozwiązanie na podróże.

Mąż, wanna i Radiohead

8. Szeleściaki

Nie byłam przekonana do tej słynnej zabawki, bo nie rozumiałam, czemu tak fascynujące ma być szeleszczenie. Okazuje się, że dzieci to uwielbiają. U nas szeleściak na początku sprawdzał się doskonale na uspokajanie w podróży (chociaż wiadomo, idealnego spokoju osiągnąć się nie dało), a także na przewijaku, kiedy Kartofelek był noworodkiem i irytowała go pielęgnacja. Potem mógł bawić się nim sam - do woli szeleścić, odkrywać, gryźć, przytulać. Jest to jedna z nielicznych zabawek, które naprawdę polecam na pierwsze miesiące. No może jeszcze różne kontrastowe zabawki, które super skupiają wzrok maluszka - ale o pomysłach na zabawy będzie jeszcze w innym wpisie ;).

Tak, mój syn bawi się i autem, i jednorożcem

9. Lustro

Kolejna "zabawka", która jest warta polecenia. Niemowlaki lubią oglądać drugiego dzidziusia po drugiej stronie, a także zadziwiać się faktem, że rodzic jest zarówno obok jak i w lustrze! Oczywiście nie zachęcam do pozostawiania dziecka z lustrem sam na sam (chyba że to bezpieczne lusterko dla dzieci), ale wspólne oglądanie się jest zajmującą zabawą i potrafi też ukoić płacz i starszego niemowlęcia. 

10. Gryzaki

Niektórym dzieciom zęby wychodzą przed rozszerzaniem diety (na przykład mojemu) i wtedy dla ukojenia nie można zastosować zimnego ogórka z lodówki. Wtedy przy ząbkowaniu życie ratują różne gryzaki - u nas sprawdziły się te wodne, jak również gumowe i kauczukowe. Drewniane też dają radę. Jeśli chcesz używać ich podczas spacerów przydadzą się takie, które można przyczepić do ubranka.

Skoro syn nie jest fanem wózka, to mogą w nim jeździć chociaż gryzaki...

Tak wygląda moja lista gadżetów do wyprawki. Każda z mam i każdy z ojców na pewno mogliby napisać własną, która różniłaby się znacznie od tej. Co znalazłoby się na waszej? Co się przydało, a co właściwie moglibyście sprzedać nienaruszone? 
Czytaj dalej »

niedziela, 2 grudnia 2018

10 rzeczy, które zaskoczyły mnie w byciu rodzicem

0
Często jest tak, że zanim czegoś doświadczymy, to wyobrażamy sobie jak to mniej więcej wygląda. Jako dzieci sądzimy, że życie dorosłych to "mogę wszystko", a potem okazuje się, że to raczej "zobaczę na ile mogę sobie pozwolić, żeby nie przymierać głodem i nie stracić przy tym jasności umysłu". Zanim wybierzemy się na wakacje, wyobrażamy sobie jak będzie na miejscu, jak odpoczniemy leżąc plackiem, a już na samym urlopie zapominamy jak się odpoczywa. I tak dalej. Wszyscy też zanim zostaniemy rodzicami (oczywiście mówię tylko o tych, którzy rodzicami chcą zostać) mamy w głowie jakiś obraz rodzicielstwa, który potem ulega drastycznej zmianie. Oto kilka rzeczy, które mnie zaskoczyły (chociaż wiadomo, że każde dziecko, tak samo jak każdy człowiek dorosły, jest kompletnie inne, więc część tych podpunktów albo wszystkie u innych mam mogą wyglądać kompletnie inaczej).


1. Noworodki wcale nie śpią prawie przez cały czas

Mój "spał cały czas" z przerwami na jedzenie przez jakiś tydzień. Potem zrobiło się dużo, dużo trudniej.

2. Przewijanie i kupa nie są obrzydliwe

Serio, mleczne kupy są całkiem spoko (jakkolwiek to brzmi). Nie śmierdzą, łatwo da się nimi "zarządzać". Nie było dla mnie obrzydliwe nawet przyglądanie się im, kiedy działo się coś niedobrego. Zdarzyło mi się nawet ucieszyć na widok kupy, która już nie wyglądała na objaw problemów. Dlatego nie rozumiem tych całych historii o tym, jakie to przewijanie koszmarne, a w dodatku niemęskie ("Już ja widzę jak Adam będzie przewijał dziecko HE HE HE"). Przewijanie to zupełnie normalna czynność, czasem utrudniana przez zainteresowanego wszystkim wokół noworodka i jedna z najłatwiejszych w całym tym rodzicielstwie. I może być wykonywana z powodzeniem zarówno przez jednego, jak i drugiego rodzica.

3. Nie bałam się ciemiączka

Wizja tego, że moje dziecko będzie miało miękki fragment główki, na który trzeba uważać, była dla mnie naprawdę przerażająca. Bałam się, że go uszkodzę, źle złapię, że trzeba będzie wyjątkowo delikatnie się z tym obchodzić, a każdy najdrobniejszy błąd będzie mógł sprawić, że zrobię mojemu dziecku nieodwracalną krzywdę. Okazało się, że owszem, ciemiączko istnieje, ale dotykanie główki malucha nie wiąże się z przerażeniem. Intuicyjnie wiedziałam jak go łapać, a nawet trochę się cieszyłam, że dzięki ciemiączku widać jak dziecku bije serducho.

4. Nie bałam się podnoszenia dziecka

Może to kwestia tego, że mój kartofelek urodził się naprawdę duży (prawie pięć kilo), ale podnoszenie go również okazało się intuicyjne. Przed porodem myślałam, że będę się bała w ogóle wziąć go na ręce, że przypadkiem zrobię mu coś złego. Położne w szkole rodzenia mówiły nam, że o ile nie będziemy chcieli dziecka skrzywdzić celowo, to nic mu się nie stanie. I to prawda. Wystarczy ostrożność i wrodzona intuicja, a podnoszenie szkraba okazuje się sprawą prostą.

5.  Karmienie piersią za to nie jest proste

Z kolei to, co jawiło mi się jako banalnie proste, czyli karmienie piersią, okazało się najtrudniejszą rzeczą. W szkole rodzenia laktacji poświęcono jedne zajęcia i według mnie i tak dostałam więcej informacji niż większość matek w tym kraju, które nie mają pojęcia o tym, jak ten proces wygląda. Nadal jednak wyobrażałam sobie, że przystawię malucha i wszystko właściwie będzie działo się samo, malec będzie zadowolony i nakarmiony, a ja szczęśliwa i piękna niczym kobiety karmiące ze stylizowanych zdjęć na łąkach. Okazało się, że karmienie piersią to mega ciężka praca, która wymaga poświęcenia, czasu, a także nauki - zarówno ze strony matki, jak i dziecka. Na moje szczęście w moim otoczeniu (poza szpitalem) było niewiele głosów, które karmiły mnie mitami o chudym mleku, diecie matki karmiącej, małej ilości pokarmu, karmieniu co trzy godziny, czy innych równie bzdurnych pierdołach. Trafiła mi się dobra pediatra i wyrozumiała rodzina. Nie spodziewałam się, że przez pierwsze miesiące będę właściwie cały czas karmić, ale dzięki wiedzy, wsparciu, a przede wszystkim samozaparciu udało się, a potem zrobiło się ciut łatwiej. Teraz karmię małego co kilka godzin i cieszę się, że pod ręką mam zawsze niezawodny cyc uspokajacz, a moje dziecko dostaje najlepszy pokarm na świecie. Warto było przez te pierwsze dwa-trzy miesiące karmić właściwie non stop, mimo że ciągle np. w internecie, słyszę głosy o tym, że kp "nie warto za wszelką cenę" i mimo że kompletnie nie spodziewałam się, że tak to będzie wyglądało.

6. Wyjścia z domu bez dziecka kiedy karmisz piersią wcale nie są łatwe

Kiedy byłam w ciąży myślałam, że to żadna filozofia - odciągasz mleko, ktoś podaje dziecku jak cię nie ma, proste! Okazało się, że jest, oczywiście, zupełnie inaczej. Po pierwsze samo odciąganie w ogóle nie jest łatwe, zajmuje dużo czasu (przynajmniej mi), a podczas tego czasu mleka zbiera się niewiele. Nie ma szans, żeby tego samego dnia odciągnąć odpowiednią ilość mleka i zostawić je dziecku. Zwłaszcza jeśli cały czas zajmujesz się dzieckiem i nie masz kiedy tego mleka odciągać... Do tego dochodzą problemy z podaniem mleka - butelka zaburza odruch ssania, inne metody są dość skomplikowane albo przerażające dla innych (np. kubeczek), a nawet jeśli pogodzisz się z ryzykiem zaburzenia odruchu to... dziecko może nie chcieć butelki. I w ogóle może nie chcieć pić twojego mleka nie z cycka. Tak było u nas, co sprawiło, że pożegnałam się na długo z wielogodzinnymi wyjściami z domu bez dziecka. Zabierałam go więc ze sobą lub wychodziłam między karmieniami (na szczęście mały zaakceptował zasypianie z tatą i udawało się nawet wymknąć na koncert, byle szybko!).

7. Pieluszkowe zapalenie opon mózgowych dotyka chyba każdego w pewnym stopniu

Czy chcesz, czy nie, jakkolwiek będziesz się zarzekać, zrobisz jedną z tych dziwnych rzeczy, o które siebie samej nie podejrzewałaś. Ja na przykład poryczałam się na koncercie Beyoncé, kiedy na telebimach pokazano jej dzieci, a ja miałam świadomość, że po raz drugi w życiu zostawiłam syna samego z tatą. 

8. Zrzucenie wagi po porodzie to nie jest aż tak gigantyczny problem (chociaż nie uważam, że to było w jakikolwiek sposób istotne)

Po pierwsze codziennie robisz mega cardio - podnoszenie ciężarów, przysiady, nieraz bieganie (np. żeby szybko zrobić siku zanim dziecko się rozpłacze, że zniknęłaś). Po drugie - jeśli karmisz piersią to (chociaż słyszałam, że nie jest tak u absolutnie każdego) zużywasz mnóstwo energii i zarazem chudniesz. Ja zaczęłam ważyć mniej niż ważyłam przed ciążą bardzo, bardzo szybko, a kompletnie nie przywiązywałam do tego wagi (he he he, wagi) - po prostu nie miało to dla mnie żadnego znaczenia.

9. Chusta to nie fajny bliskościowy gadżet, chusta to konieczność

I znowu - oczekiwania versus rzeczywistość. W ciąży myślałam, że chusta będzie takim fajnym gadżetem do pobycia blisko z maluszkiem, wyjścia na fajny spacer oraz zrobienie sobie super profilowego (to jedno się udało!). Okazało się, że chusta to absolutna konieczność, zwłaszcza na samym początku. Nasz kartofelek to egzemplarz nieodkładalny na czas drzemek, a kiedy w okresie noworodkowym spał i jadł na przemian, a potem przeżywał ciężko kolki, chusta ratowała nam życie. Później przydawała się na spacerach, kiedy nie akceptował wózka. No i ostatecznie - to też jest fajny gadżet i przyjemna bliskość!



10. W życiu matki niemowlaka to wcale nie noce są najgorsze

Noce są trudne. Czasem nie śpi się całą noc, czasem pół, nie raz budzisz się po wielokroć. Zwłaszcza na samym początku. Ale nie wiem, czy to przez mój wcześniejszy dziwny tryb życia (praca w bardzo różnych godzinach, również w nocy, późne kładzenie się spać, wczesne pobudki), czy przez to, że bardzo, bardzo źle znosiłam sen w ciąży i nie spałam prawie w ogóle, ale noce z dzieckiem okazały się nie takie złe w porównaniu do snu i aktywności dziecka w dzień, kiedy to wszystko naprawdę jest wymagające. Oczywiście każde dziecko jest inne, ale mimo, że niektórzy szeroko otwierają oczy, kiedy mówię, że moje dziecko nadal budzi się w nocy (ma dopiero osiem miesięcy i nie spodziewam się, że ten stan szybko się skończy, ale ewidentnie niektórzy sugerują się albo własnym doświadczeniem albo bardzo dziwnymi informacjami) to mi jakoś te pobudki nocne nie przeszkadzają tak bardzo jak zdawało się, że będą przeszkadzać (jakbym dostała dolara za każde "wyśpij się" powiedziane mi w ciąży to dziś byłabym multimilionerem).

I BONUS, czyli podpunkt najważniejszy - zaprawdę nie ma tak wielkiej miłości jak ta do własnego dziecka.

Kocham moją rodzinę, kocham mojego męża (i to już od kilkunastu lat), kocham mojego psa. Moich przyjaciół. Ale, chociaż wcześniej myślałam, że to frazes, miłość do dziecka to jest coś zupełnie innego. To uczucie, którego nie doświadczyłam nigdy wcześniej w życiu, oddanie i radość połączone ze strachem, który towarzyszy ci już zawsze. I nawet jeśli zdajesz sobie sprawę, że miłość do dziecka to największa miłość w życiu, wiesz, bo tak mówią ci znajomi, blogi i telewizja, to nic nie przygotuje cię na to, co cię zaleje. I to będzie naprawdę przepiękne uczucie.
Czytaj dalej »

środa, 5 września 2018

Matka na festiwalu - Open'er i OFF z niemowlakiem

0
Jak wspomniałam ostatnio w tym roku po raz pierwszy wybrałam się na Open'era z nowym członkiem rodziny, czyli moim pierworodnym. Potem skoczyliśmy jeszcze wspólnie na OFF Festival.

Franek w momencie rozpoczęcia Open'era miał 3 miesiące i właściwie dopiero zaczęliśmy od niedawna ogarniać nasze wspólne życie na zadowalającym poziomie, że tak to ujmę - rozumieć siebie nawzajem dość dobrze. Festiwal jawił się więc jako naprawdę trudne przedsięwzięcie. Przed Open'erem szukałam informacji, relacji, jakichkolwiek śladów w internecie pozostawionych przez matki, które już przez to przeszły. Jednak nie bardzo się udało. Dlatego postanowiłam sama napisać z czym to się je, czyli czego możemy się spodziewać na miejscu, na co uważać, a czego się nie bać i jak wypadają OFF i Open'er w rodzicielskim porównaniu.


1. Jeśli karmisz piersią przygotuj się, że będziesz to robić w bardzo dziwnych sytuacjach

Mi się zdarzyło to czynić na backstage Open'era kiedy mijał mnie techniczny The Bad Seeds (o tym jak się tam znalazłam w poniższych punktach), w drodze na teren festiwalu niosąc młodego na rękach, w taksówce, w pociągu, a także na koncertach - między innymi Noela Gallaghera, Depeche Mode, Bruno Marsa, Arctic Monkeys, Big Freedi, Furii, Mosesa Sumneya, Clap Your Hands Say Yeah i wielu innych. Jednak jeśli się nieco wstydzicie to jest pocieszenie w tej całej sytuacji - na tak wielkiej imprezie ludzi jest dużo, a zdecydowaną większość interesuje głównie scena i muzycy na niej, a nie wy i wasze cycki, więc spoko.

1a. W ogóle a propos przygotowań - dobrze się przygotuj, zabierz co trzeba, żebyś nie musiała wracać z terenu na sygnale bo nie masz pieluch, mokrych chusteczek, kilku ubrań na przebranie w razie czego albo czegoś tam jeszcze. I pamiętajozmianach pogody i o żelu antybakteryjnym, bo na festiwalach trudno o umywalki, a przewijać dziecko będziesz na pewno. I nie zawsze na przewijaku. Nie przejmuj się, że masz tak dużo rzeczy, możesz je wozić w wózku, jest to całkiem wygodne!



2. Zapomnij o szczegółowym przeszukiwaniu przez ochronę i kolejce do wejścia

Zarówno na Open'erze, jak i na OFFie rodzice wchodzą na festiwal osobnym wejściem bez kolejki. Na Open'erze dzieje się to dodatkowo przez backstage, żeby było szybciej (stąd moje karmienie na backstage'u!). Przy takim przejściu zawsze towarzyszy wam wolontariusz. Jeśli ochrona was w ogóle przeszukuje, to jedynie pobieżnie (bo wyobraźcie sobie teraz zaglądanie w każdy zakamarek wózka albo niemowlęcej torby pełnej pieluch i mokrych chusteczek). Na Open'erze poza przejściem bez kolejki macie też wstęp na platformy dla niepełnosprawnych, żeby nie stać w tłumie z wózkiem na koncertach. My co prawda z nich nie skorzystaliśmy, uznając że są inni, którzy ich bardziej potrzebują - po prostu stawaliśmy raczej na tyłach i było spoko.


3. Zabierz WŁASNE ochraniacze słuchu dla dziecka

Po pierwsze jeśli masz własne ochraniacze to możesz najpierw wypróbować je w domu. Czy pasują, czy nie denerwują dziecka, czy da się je założyć na dziecko w chuście itd. Po drugie, mimo że organizatorzy obiecują, że na terenie kupisz ochraniacze dla dzieci, to ochraniacze to nie woda z kranu, której można dolewać do baniaków i mogą się skończyć. Tak zdaje się stało w tym roku na OFF Festivalu, gdzie zagubieni rodzice pytali nas skąd mamy ochraniacze, bo w sklepie festiwalowym ich nie ma. A jeśli w ogóle nie pomyśleliście o tym, żeby w takie ochraniacze zainwestować, bo po co, to uwierzcie mi - po prostu to zróbcie. Głośne dźwięki versus uszy malutkiego dziecka to nie jest równa walka, a jak podrośnie to jeszcze będzie miał okazję posłuchać muzyki na żywo bez większego ryzyka.


4. Pamiętaj - cyc albo chusta działają zawsze w 90 procentach 

 Jeśli będzie się coś działo, dziecku będzie źle, nie będzie mogło się uspokoić albo zasnąć, to te rzeczy zazwyczaj działają. Karmisz, wkładasz do chusty i możesz się spokojnie przemieszczać. Młodszy niemowlak pewnie prędko zaśnie, starszy z zaciekawieniem będzie oglądał otoczenie. A jak ci ciężko to zazwyczaj dziecko ma dwóch rodziców i tata też może chustować (chociaż karmić to nie za bardzo).


5. Strefa dla dzieci - Kids Zone versus Piaskoffnica 

Zarówno Open'er jak i OFF mają strefy dla dzieci (aby do nich wejść trzeba mieć specjalną opaskę, którą uzyskuje się po podpisaniu odpowiednich dokumentów, dodatkowo na OFFie na opasce dziecka znajduje się jego imię, nazwisko i numer telefonu do opiekuna). Strefy różnią się jednak i każda ma swoje plusy i minusy.

Open'er Kids Zone 
+ blisko głównej części festiwalu, z widokiem na main stage i łatwym dojazdem
+ czynna dość długo - do północy
+ przewijak i osobna toaleta (przewijaki są nawet dwa - zarówno w toalecie męskiej jak i damskiej)
+ gry i zabawy dla starszych dzieciaków
- jest w niej głośno ze względu na bliskość sceny
- mocno zatłoczona
- przewijak w blaszanym baraku, w którym może być gorąco i ciasno (ale za to nie pada!)
- osobne miejsce dla matek karmiących według mnie sugeruje, że powinny się schować, podczas kiedy uważam, że mogą spokojnie karmić i oglądać koncerty, ale z drugiej strony to plus, bo jeśli jakaś pani się wstydzi to może się tam schować i nie musi się gnieździć w toalecie

Piaskoffnica 
+ cicha i spokojna
+ nie ma sugerowania, że mama karmiąca powinna się schować, ale jakby chciała to z drugiej strony nie bardzo ma gdzie
+ przewijak pod dachem, ale na świeżym powietrzu
+ gry i zabawy dla starszych dzieciaków, a także lody
+ telefon do opiekuna na opasce
- trudny dojazd, daleko od głównej części festiwalu i droga nie jest ubita przez co przejazd z wózkiem jest karkołomny
- tylko jeden przewijak, ale ludzi jest mniej więc nie jest to duży problem
- czynna krótko - tylko do 20

6. Zacznij od zwiadu

Pamiętaj, aby zostawić sobie zapas czasu na sprawdzenie jak wszystko wygląda na miejscu (np. gdzie jest strefa dla dzieci), na uspokojenie się, rozeznanie, nakarmienie dziecka, wsadzenie do chusty i tak dalej. Poza tym z dzieckiem wszystko idzie wolniej.


7. Nastaw się na to, że nie zobaczysz wszystkiego 

Czasem będzie za gorąco albo będzie padało i na coś nie uda się pójść. Nie uda ci się szybko przebiec między scenami. Nie wytrzymasz z dzieckiem do późnych godzin nocnych na terenie (no ok - ja nie wytrzymywałam dłużej niż do 1 w nocy z kawałkiem, bo potem trzeba wstać około siódmej rano przecież). Wydasz więcej na dojazdy, bo komunikacja miejska ww trybie festiwalowym, czyli zatłoczona maksymalnie i bez klimy to nie będą warunki dla bobasa. Z drugiej strony jednak wydasz mniej na inne rzeczy, bo nie będziesz mieć czasu i rąk wolnych na milion przekąsek i piwo (a jeśli karmisz to w ogóle lepiej odpuść piwo). Ale zobaczysz tyle, ile się uda, zobaczysz to na czym ci najbardziej zależy i ogólnie - będzie dobrze, mimo że będzie trzeba czasem spontanicznie i szybko zmienić plan. Będziesz się stresować bardziej niż dziecko, które będzie miało jedzenie i twoją bliskość i będzie zadowolone, także nie przejmuj się i jedź. Będzie ciężko, ale do przeżycia. Najbardziej stresująco będzie pierwszego dnia, a potem to ogarniesz. Zobaczysz! 
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia