wtorek, 12 czerwca 2018

Mięsożerca może żyć bez mięsa

0
Wczoraj podobno był Światowy Dzień Bez Mięsa. Od jakiegoś czasu dla mnie to dzień jak co dzień. Nie pamiętam już dokładnie daty, kiedy zostałam wege. Na pewno działo się to stopniowo. Na początek ograniczałam mięso, potem zrezygnowałam z każdego mięsa z wyjątkiem drobiu i ryb. Następnie porzuciłam też jedzenie drobiu. Zostałam przy rybach i jem je do dziś, więc właściwie jestem pescowegetarianką (podobno taka dieta ma sporo plusów i wcale nie jest bardzo niehumanitarna, jednak czasem sobie wyrzucam, że z ryb nie umiem zrezygnować). 

To ja i szkockie mięsiwa w 2014 roku, zanim zostałam wege


Zanim przestałam jeść mięso byłam jedną z tych osób, która śmiała się niczym Ron Swanson, że wegetarianie jedzą jak króliki. Posiłek bez mięsa był dla mnie trudny do wyobrażenia. Na śniadanie kanapki z sopocką, na obiad kotlecik, na kolację bekon. Mawiałam, że warzywa to zło. Jednak w którymś momencie wzięła górę empatia. Zrozumiałam, że skoro nie podoba mi się jak się traktuje zwierzęta w produkcji przemysłowej, że skoro coś we mnie sprawia, że nie mogę patrzeć na świnie zamknięte w ciężarówce w ścisku, a dodatkowo ekologia przemawia za niejedzeniem mięsa (no bo co emituje więcej syfu do atmosfery - produkcja mięsa czy roślin?) to znaczy, że nie powinnam zajadać efektów tego procesu. Byłaby to po prostu hipokryzja, co nie znaczy, że każdy to przeżywa. Innym może to nie przeszkadzać i to nie mój problem. Nie znaczy to też, i podkreślam to od początku, że nigdy się nie złamię. Jestem tylko człowiekiem, a człowiek niestety jest słaby.

Jestem wege już ponad około półtora roku, może trochę więcej. Przez ten czas nie było mi raczej tęskno do mięsa, może trochę do żelków (w końcu zawierają żelatynę, czyli też produkt zrobiony ze zwierzęcia). Będąc wege przeszłam swoją pierwszą ciążę. Mimo nacisków rodziny, że powinnam zjeść mięso dla dobra dziecka (whaaat) nie uległam. Babcia pomstowała, że urodzę słabe dziecko o niskiej masie urodzeniowej. Jak już kiedyś pisałam urodziłam chłopaka o wadze prawie 5 kilogramów, więc argument babci upadł (w co do tej pory nie jest ona w stanie uwierzyć). Moje wyniki badań (a w ciąży robi się ich naprawdę mnóstwo) były zawsze wzorowe. W szpitalu po porodzie stwierdzono, że mam żelazo zdecydowanie w normie i nie trzeba go suplementować, w przeciwieństwie do sytuacji niektórych mięsożernych koleżanek. 

Chcę wam tylko tym powiedzieć, że kluczem do wszystkiego jest tak naprawdę zbalansowana dieta. Nie potrzebujecie mięsa. Nawet jego smak możecie zastąpić czymś innym - Bezmięsny Mięsny robi świetne produkty przypominające boczek, kiełbasy, pieczeń, pepperoni, hamburgery a ostatnio także kebab czy gyros. W prawie każdym sklepie dostaniecie produkty z soi zastępujące np. parówki. I na pewno będą to parówki zdrowsze niż te ze zmielonych resztek najgorszej jakości mięsiwa. Ba, ostatnio przekonuję się też, że da się żyć również wegańsko - z powodu alergii malucha na mleko krowie od miesiąca moja dieta stała się jeszcze bardziej restrykcyjna. Oczywiście pewnie z radością powrócę do serów kiedy tylko będzie taka możliwość (ale może je ograniczę?), ale nie jest to tragedia nie do przeżycia. Da się, a tofu to świetna sprawa.

Nie jestem jednak wojownikiem. Nikogo do niczego nie mam zamiaru zmuszać, ani nawet namawiać. Chciałabym wychować swoje dziecko w duchu wege, ale jeśli któregoś dnia powie, że chce spróbować kurczaka, to go dostanie. Dieta to tylko mój wybór i nie będę innym mówić co mają robić. Przeczytałam ostatnio, żeby starać się być takim wegetarianinem jakiego samemu chciałoby się spotkać na swojej drodze będąc jeszcze mięsożercą. Nie reaguję więc odruchem wymiotnym, kiedy ktoś wcina szynkę (a widziałam takie akcje u znajomych wege), nie ogłaszam na głos, że czyjeś jedzenie śmierdzi mi śmiercią, nie szepczę też do ucha jedzącemu kiełbasę na ognisku o okrucieństwach, które musiała przejść ta świnka. Nie każę też nie podawać mięsa tam, gdzie akurat przebywam (jak kolega Morrissey). Szanujmy się, bo wszystko jest dla ludzi. To tylko kwestia wyboru.
Czytaj dalej »

piątek, 8 czerwca 2018

10 powodów, dla których Straight Pride Month nie jest potrzebny

0
Trwa czerwiec, czyli miesiąc Pride. W każdym większym mieście odbywają się parady równości, spotify proponuje nam specjalne playlisty, a wielkie korporacje sprzedają tęczowe gadżety (jest jeszcze dobrze, jeśli jakiś procent przekazują organizacjom pomagającym społeczności LGBTQ).

To ja podczas Europride 2010 w Warszawie
I jak co roku odzywają się ci, którzy twierdzą, że po co to komu, przecież nie ma miesiąca dumy osób heteroseksualnych i nie mają one potrzeby paradować po ulicach. Inni mówią, że może czas na miesiąc heteroseksualnej dumy. Moim (i chyba nie tylko moim) zdaniem jest on zupełnie niepotrzebny. Dlaczego? Bo trwa przez pozostałe 11 miesięcy w roku. Jeśli jesteś hetero i chcesz sprawdzić, czy jest ci potrzebny miesiąc dumy, odpowiedz dobie na poniższe 10 pytań.

1. Czy możesz wziąć legalnie ślub w swoim kraju?

2.  Czy pocałowanie twojej drugiej połówki w miejscu publicznym przysparza ci jakiekolwiek trudności?

3. Jakie modele związków najczęściej widzisz w telewizji, w reklamie, na billboardach, w kinie (wszędzie)? Czy są to w większości związki heteroseksualne?



4. Czy w filmie, w którym ostatnio widziałeś wątek osoby ze społeczności LGBTQ, było to użyte jako problem w fabule (czy raczej była to po prostu opowieść o czymkolwiek, gdzie przy okazji bohater jest gejem/lesbijką/trans/non-binary, ale sam ten fakt nie ma żadnego wpływu na fabułę - tutaj przykład na to, że tak się o dziwo da zrobić)?

5. Czy musiałeś powiedzieć swojej rodzinie i przyjaciołom o swojej orientacji? Czy powiedzenie komukolwiek o twojej orientacji seksualnej albo identyfikacji płciowej byłoby dla ciebie jakimkolwiek problemem?

6. Czy twoja orientacja seksualna jest używana jako obelga (np. "heteryk")? 

7. Czy możesz adoptować dziecko ze swoją drugą połówką?

8. Czy osoby publiczne, które mają taką samą orientację seksualną/identyfikację płciową jak ty mają to podkreślane przez media/inne osoby publiczne na niemalże każdym kroku - np. poseł heteroseksualista, piosenkarz cis?

9. Czy kiedy złapiesz swoją drugą połówkę za rękę i przejdziecie się przez park to sądzisz, że wywołasz tym jakiekolwiek emocje u osób postronnych? Czy idąc tak ze swoją połówką późnym wieczorem będziesz się bał?

10. Czy o twojej orientacji seksualnej mówi się, że "odbiega od normy", a o innych, że są "normalne"?

Już? To chyba nie muszę nic więcej tłumaczyć.

Happy Pride i widzimy się na paradzie (w Warszawie w sobotę)!
Czytaj dalej »

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Koncertowy przegląd czerwcowy

0
Chodzę na bardzo dużo koncertów. Naprawdę dużo. Ok, ostatnio dużo mniej, bo mam w domu małego człowieczka. Ale jak tylko ogarniemy zostawanie z tatą, to pewnie do wieczornych wyjść uda się wrócić. Tak czy inaczej, na pewno jest wiele koncertów, na które potencjalnie chciałabym pójść. I jednocześnie zachęcić do tego innych. Stąd ten przegląd, który, mam nadzieję, będzie się pojawiał tutaj co miesiąc.

To ja na Open'erze, na którym usłyszałam po raz pierwszy artystę numer jeden z tego zestawienia

5 czerwca - Father John Misty 

Gdzie? Palladium, Warszawa
Organizator: Go Ahead
Za ile? 120 zł


Ojca Misty'ego poznałam na Open'erze kilka lat temu. Bardzo go wtedy bawiło, że mnóstwo ludzi poszło najpierw zobaczyć przez chwilę Drake'a, a potem przyszło na jego koncert (tak, tak, sama tak zrobiłam). Muzyka była ok, ale to charyzma pana Misty sprawiła, że zostałam do końca. No i jeszcze ruchy bioderkami. Potem okazało się, że ukrywający się pod tym pseudonimem Joshua Tillman ma trochę dziwną i lekko kontrowersyjną prezencję w social mediach i poza nimi. Nie mniej jednak ironiczne i niegłupie teksty, całkiem niezła muzyka, dziwaczne klipy i wspomniana charyzma sprawiają, że chętnie zobaczyłabym go ponownie na żywo. Poza tym kiedyś ucięliśmy sobie przyjemną "pogawędkę" na twitterze o Taylor Swift.


7 czerwca - Haim

Gdzie? Stodoła, Warszawa
Organizator:  Live Nation
Za ile? 129 zł


Haim również miałam okazję widzieć na żywo i również było to na Open'erze. Kobieca siła sióstr jaka płynęła z tego występu to coś, co naprawdę warto przeżyć. Muzyka nie jest wybitna, ale przyjemna, w domu słucham jej raczej rzadko, ale na żywo prezentuje się z taką mocą, że nie da się tego porównać ze słuchaniem z głośników w domowym zaciszu. Do tego wszystkiego trzeba dodać miny, jakie robi grająca na basie Este Haim (zespół składa się z trzech sióstr, które mają na nazwisko, uwaga, Haim).



16 czerwca - Slim Cessna's Auto Club

Gdzie? Hydrozagadka, Warszawa
Organizator: Hydrozagadka
Za ile? 59/69/79 zł


Nie słucham raczej country (chyba że chodzi o Trixie Mattel albo Dolly Parton), ale alternatywne country to już inna bajka. Slim Cessna's Auto Club grają od 25 lat i chociaż do tej pory nie miałam okazji widzieć ich w akcji to słyszałam, że warto. Może nieprzekonanych przekona ten fragment z opisu wydarzenia: "Slim Cessna's Auto Club słynie przede wszystkim z niezwykle żywiołowych występów, gdzie można spodziewać się dosłownie wszystkiego: od klimatów niczym z tarantinowskiego podłego baru, przez dzikie kazania rodem z baptystycznej mszy, po rock'n'rollowe tańce. To wszystko w postaci niesamowitych wokalnych dialogów dwóch frontmanów - charyzmatycznego Slima Cessny i mrocznego Jay'a Munly'ego".  

19 czerwca - Queens Of The Stone Age

Gdzie? Torwar, Warszawa
Organizator: Alter Art
Za ile?  178-198 zł


QOTSA na żywo widziałam już dwa razy ale oba razy były na dużych festiwalach (Open'er i OWF), a nigdy nie był to ich samodzielny koncert. Mimo festiwalowych ograniczeń potrafili mnie jednak wciągnąć w to, co robią na scenie. Chociażby poprzez dobre wizualizacje oraz gitarowo-wokalną, czystą energię bez zbędnych udziwnień. Poza tym Josh to miły facet. Chyba że akurat kopie kogoś po głowie.

30 czerwca - Beyoncé and Jay-Z 

Gdzie? Stadion Narodowy
Organizator: Live Nation
Za ile? Beyoncé może wziąć ode mnie wszystkie pieniądze


Czy naprawdę muszę tu cokolwiek pisać? To Beyoncé do cholery!

I Jay-Z. Będzie tam też Jay-Z. 
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia