sobota, 26 maja 2018

10 rzeczy, których nie spodziewacie się w ciąży

3
Pisałam już, że w ciąży spodziewałam się rozkładającego się przede mną czerwonego dywanu, ale nie jest to jedyna rzecz, która rozminęła się z rzeczywistością. Dlatego dziś powiem wam, drogie siostry, czego po ciąży się nie spodziewacie. A przynajmniej mi nikt o tym nie powiedział.



1. Rozstępy nie wyglądają tak jak te kilka kresek na waszych udach

Tak samo jak wiele z was (a przynajmniej ta pechowa część) jako nastolatka rozszerzyłam się tu i ówdzie, co zaowocowało niczym innym jak rozstępami. Mama ganiała za mną z wynalazkami pseudomedycyny, które miały pomóc mi się ich pozbyć. Ja jednak kompletnie nie miałam problemu z tym, że mam kilka ledwo widocznych, białych kresek na jednym i drugim udzie. Trochę jak tygrys, tylko mniej. Dlatego słysząc, że w ciąży nabawię się rozstępów myślałam, że będzie to wyglądało całkiem podobnie. Kilka białych kresek na krzyż, żaden problem, jednak prewencyjnie tym razem posłuchałam mamy i używałam wspaniałych olejków. Okazało się jednak, że olejki pomagają tylko w jednym - brzuch swędzi mniej. Nie zmieniły jednak tego, że mój słusznej wielkości globus zaczął wyglądać raczej jak mapa rzek, pokryta niebiesko-fioletowymi strugami. Nigdzie w social mediach, czy w ogóle mediach, nie widziałam czegoś takiego. Na pomoc przyszła Michelle Visage, która pokazała w czasie mojej ciąży swój ciążowy brzuch z przeszłości na instagramie w reakcji na przeidealizowane fotki Kylie Jenner. Dopisała też, że w przeciwieństwie do samochodu, który Jenner dostała w prezencie za ciążę, ona dostała tylko rozstępy. Dziękuję mamo Visage i żałuję, że nie ma więcej kobiet, które odważyłyby się pokazać jak to może wyglądać (chociaż nie musi!). Dzięki Michelle poczułam, że należę do elitarnego klubu, w którym jest ona sama.
Post udostępniony przez Michelle Visage (@michellevisage)
2. Nie wyśpisz się na zapas

Wszyscy znajomi, rodzina, krewni i nie-krewni powtarzali "wyśpij się póki możesz". Bo wiadomo, przecież przy dziecku się nie wyśpisz, wiemy to wszyscy i jest to punchline zbyt wielu durnych komedii. Nie wiem jak będzie u ciebie, czy u kogokolwiek innego, ale więcej wysypiam się z dzieckiem niż będąc w ciąży. Pomyślicie pewnie, że przeszkadzał mi brzuch. Tak, to jest jedna z przyczyn. Ale do tego dochodzi budząca w nocy i nie dająca zasnąć zgaga, skurcze przepowiadające, ruchy dziecka (tak, one nie są tylko urocze, czasami bolą jak cholera!), wycieczki do kibla (dobrze, że zainwestowałam w tandetne kolorowe światełka do muszli z Chin - myślałam, że tę decyzję podjęło moje wewnętrzne dziecko, ale okazała się bardzo dojrzała) oraz temperatura. Tak, będzie wam gorąco. Bardzo gorąco. W środku zimy kazałam otwierać w sypialni okna na przestrzał, ku "uciesze" mojego męża, który zaczął spać pod dwoma kołdrami. Wstawanie do dziecka, nawet co godzinę, czy też czuwanie przy nim kiedy śpi z wami w łóżku (tak, dobrze słyszycie, dzieci nie zawsze, a nawet rzadko, sypiają długo w swoim łóżeczku, które tak pięknie dobrałyście do ich bardzo instagramowego kącika!) to przy spaniu w ciąży dla mnie pikuś.

3. Wszyscy będą chcieli dotknąć twojego brzucha, a część ludzi będzie to robiła bez pytania, jakby nie była to już część ciebie. I - o dziwo - będzie ci to przeszkadzać.

Wyobrażasz sobie, jakie to będzie słodkie, jak pozwolisz koleżankom i kolegom dotknąć swojego brzucha, żeby poczuli jak dziecko kopie? Po pierwsze - obecność ludzi, którzy akurat chcą poczuć kopniaczka i rzeczone kopniaczki prawie nigdy się nie zgrają. Po drugie, nawet jeśli dziecko nie wierzga, wielu ludzi będzie cię traktowało jak totem. Znacie na pewno te rzeźby z zagranicznych i polskich miast z wytartymi częściami ciała, bo tam je trzeba pomacać na szczęście. Taką rzeźbą staniesz się ty. Oczywiście nikt ci nie powie, że robi to na szczęście, tak naprawdę nikt ci nie powie w ogóle po co to robi, ani nie zapyta czy sobie tego życzysz. Prawdopodobnie ci ludzie sami nie wiedzą czemu to robią. To jak odruch bezwarunkowy. O ile naprawdę bliskim można to wybaczyć, o tyle nauczysz się swojego własnego odruchu bezwarunkowego stopowania cudzej ręki, kiedy będą ją wyciągać ci mało tobie życzliwi. 

4. Istnieją dolegliwości, o których nie masz zielonego pojęcia

Jest ich mnóstwo, ale ponieważ nie jestem lekarzem i piszę tylko ze swojej wąskiej perspektywy napiszę tylko o sobie. Mnie dopadła odwapniająca się miednica. Wciąganie w siebie solidnych porcji wapnia niewiele pomagało. Najbardziej pomagał odpoczynek w pozycji półleżącej, bo siedzenie prosto przez kilka godzin też sprawiało ból. Kroki sprawiały ból. Stanie sprawiało ból. Możesz pomyśleć, że perspektywa 2-3 miesięcy na kanapie z Netflixem brzmi dobrze. Brzmi póki naprawdę na tej kanapie nie zasiądziesz i nie zaczniesz się nudzić.


5. Poranne mdłości wcale nie są poranne i wcale nie jest fajnie, jeśli nie kończą się wymiotami

Nie wiem, kto wymyślił określenie poranne mdłości. Zwłaszcza chodzi mi o człon "poranne". U mnie przez pierwszy trymestr były one raczej całodzienne. W dodatku w ogóle nie wymiotowałam, więc nie spotykało mnie żadne uczucie ulgi. 

6. Jakąkolwiek decyzję w sprawie pracy w ciąży podejmiesz, znajdzie się ktoś, kto będzie ją kwestionował

Chciałam chodzić do pracy w ciąży jak najdłużej. Przed zajściem w ciążę myślałam, że przed porodem to pewnie wystarczą jakieś dwa tygodnie wolnego. Jednak jak wspomniałam moja miednica postanowiła nie dać mi żyć. Lekarz zaordynował, że chodzenie do pracy musi skończyć się dużo wcześniej, gdzieś w początkach trzeciego trymestru. Zastosowałam się więc do jego zaleceń, co większość ludzi w pracy, czy też poza pracą, przyjęła zupełnie neutralnie. Znalazły się jednak wyjątki, czyli ci, którzy twierdzili, że robię to za późno albo za wcześnie. Niektórzy pytali, czemu nie poleciałam na zwolnienie od razu po zobaczeniu dwóch kresek na teście. Inni patrzyli krzywo i komentowali, że trochę wcześnie idę na te swoje "wakacje" (tak wiem, śmiechu warte). Także jakkolwiek nie zrobisz - źle zrobisz. A tak naprawdę to powinna być tylko decyzja twoja i lekarza. Czasem trzeba iść na zwolnienie od razu, inni mogą pojechać z pracy na porodówkę. I żadnego z tych wyborów nikt nie powinien podważać. Dla mnie słuchanie, że idę się lenić było jak wbijanie szpil w psychikę, bo czułam, że ciało odmawia mi posłuszeństwa i nie mogę robić tego, co szczerze chciałabym robić, a do tego było to kwestionowane. 

7. Nie dość, że nie jesz za dwoje, to jeszcze nie jesz w ogóle tak jakbyś chciała

Myślisz ciąża, widzisz siebie w pieleszach wcinającą nutellę proste ze słoika. Na śniadanie. I na obiad. I w sumie też na kolację. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że lista tego, czego nie możesz jeść jest strasznie długa. W kuchni zaczyna się lawirowanie i kombinowanie. A nutella i batoniki? Spoko, ale pamiętaj, że nie jesz za dwoje tylko na dwoje. Najlepiej jak najzdrowiej, bo jak nie, to może cię dopaść cukrzyca ciążowa. U mnie każde jedzenie zaczynało się od wujka google. "Ryby a ciąża", "herbata a ciąża", i tak dalej. I nawet jeśli część źródeł wydaje się podejrzana, będziesz im wierzyć. Na wszelki wypadek. 

8. Niektórzy, mimo deklaracji, że nie znikniesz z ich życia, zaczną cię olewać

Tak po prostu będzie. Nagle nie zobaczysz jakiegoś zaproszenia na imprezę. Innym razem komuś nie uda się dostosować do tego, że nie przemieścisz się zbyt daleko. Stopniowo będziesz wchodzić w etap bycia matką, kiedy o życie towarzyskie będzie jeszcze trudniej. Ale pamiętaj - jeśli ktoś naprawdę chce, to w twoim życiu zostanie i nie da się z niego wykurzyć. Ja na szczęście mam wiele takich ludzi. 

9. Zrezygnujesz z rzeczy, z których nigdy w życiu byś nie zrezygnowała

Jak pisałam w moim poprzednim wpisie ja zrezygnowałam z co najmniej kilku naprawdę fajnych koncertów, które to wcześniej były moim życiem. Zrezygnowałam z pięciu herbat dziennie, bo podobno wypłukują cenne mikroelementy. I z kilku innych rzeczy. 

10. Twój brzuch to prowokacja do cudzych opinii

Trochę już tutaj o tym napisałam. Będziesz więc słyszała, że masz się wyspać, mimo że nie możesz spać. Będziesz słyszała, że masz ubierać to czy tamto, robić to czy tamto, pracować tyle, a tyle. Ktoś ci będzie wmawiał, że spodziewasz się bliźniaków, chociaż doskonale wiesz, że nosisz jedno dziecko, ale widocznie metoda na oko jest lepsza niż USG. Ktoś inny skomentuje twoją dietę albo uda. Miliard razy usłyszysz, że jesteś gruba - tak, gruba, nie duża, okrągła, ciężarna, wstaw tu jakiekolwiek określenie, które będzie brzmiało dobrze. Niektórzy po prostu będą ci mówić w twarz, że jesteś gruba i czekać aż się uroczo uśmiechniesz i podziękujesz za komplement. Zresztą może seria absurdów, które usłyszałam nosząc syna pod sercem to temat na kolejny wpis? A i jeszcze jedno - liczba tych złotych przemyśleń tylko się zwiększy jak już urodzisz.
Czytaj dalej »

piątek, 25 maja 2018

Matka Polka stojąca

1
Miałam małą przerwę w blogowaniu, która była spowodowana głównie końcówką mojej pierwszej ciąży i tym co się w związku z tym dzieje, czyli porodem i nowym współlokatorem. Współlokator zaczął już jednak więcej drzemać w ciągu dnia, a ja postanowiłam powspominać jak to było, jak jeszcze mieszkał w swojej dawnej chałupie, czyli mojej macicy.

Zdjęcie: Paulina i Tomasz - Duet Fotografów
Na wszelakich stronach, blogach i fanpejdżach o macierzyństwie temat ustępowania miejsca kobietom w ciąży czy przepuszczania ich w kolejkach jest dość gorący. Z jednej strony włosy się jeżą na historie o nazywaniu kobiet roszczeniowymi "krowami", z drugiej niektórzy chętnie wychwalają rycerskość Polaków, którzy kobiety w ciąży mają niby traktować niczym królowe. Obserwując swój powiększający się brzuszek czekałam więc tylko aż przede mną rozwinie się czerwony dywan, a nasi wspaniali polscy mężczyźni będą zrywać się z miejsc na mój widok.

Na początku podkreślę, że nie każdej kobiecie w ciąży miejsce siedzące w autobusie czy szybsza obsługa w kolejce jest potrzebna każdego dnia. Jak i inni ludzie mamy lepsze i gorsze dni, niektóre z nas przechodzą ciąże bardzo łagodnie (jak moja koleżanka z porodówki, która do ostatnich dni przed godziną zero pracowała na budowie), inne - wyjątkowo ciężko. Problem w tym, że nigdy nie wiecie, która kobieta w ciąży wam się trafi. A niektóre mogą mieć naprawdę poważne problemy zdrowotne, czy też chociaż są pewne że ustoją tę godzinę w tramwaju, to zachwieją się przy zakręcie, upadną i nieszczęście gotowe. Nie warto więc ryzykować.

Mogę mówić tylko ze swojego doświadczenia. Jakoś do połowy ciąży było w miarę ok jeśli chodzi o moją mobilność i wytrzymałość. Później, z powodu, jak się dowiedziałam, zbyt dużego obciążenia miednicy (ostatecznie mój najdroższy klusek urodził się ważąc prawie 5 kilo), każdy krok okupowałam bólem. Dlatego wszelkie wyjścia z domu w ostatnim trymestrze starałam się skracać, pod koniec zrezygnowałam ze wszystkiego (również moich ukochanych koncertów), zrezygnować musiałam też z komunikacji miejskiej. Sama nie mam samochodu, więc każde wyjście z domu było wielką operacją. Jednak musiałam to robić dla dobra swojego i dziecka, bo moje dotychczasowe doświadczenie wskazywało, że prawie nikt inny o tym nie pomyśli.

Zacznijmy od od tego, że przez całą ciążę nie spotkałam w busach, tramwajach i kolejkach żadnego z tych, rzekomo licznych, polskich rycerzy. Wszyscy ludzie, którzy kiedykolwiek ustąpili mi miejsca byli kobietami (nie mówię tu, że tylko faceci mają miejsca ustępować, zwracam się głównie do nich właśnie z tego powodu, że to oni sprawę olali). I to bardzo często kobietami, którym również to miejsce się należy. Jedna starsza pani widząc mnie wstała, podczas kiedy czterech panów na oko około 40-50 spokojnie siedziało na miejscach oznaczonych jako te dla osób bardziej potrzebujących. Kiedy usłyszeli moją konwersację z emerytką (bo przecież przekonywałyśmy się nawzajem, że to ta druga bardziej potrzebuje tego miejsca) wszyscy nagle, zsynchronizowani niczym najlepsza drużyna pływacka spojrzeli w stronę Wisły i tacy zauroczeni jej pięknem pozostali do końca podróży. Wtedy się okazało, że jednak nie są magicznie przyspawani do krzeseł i potrafią wstać. Nawet oznaczeni znakiem "Polska" polscy rycerze pewnego dnia w metrze zdawali się widzieć bardzo ciekawe formy skalne za oknami, bo nie zauważyli że stoję na środku wagonu. Ja, matka Polka, między, dosłownie, samymi kibicami wracającymi z meczu na Narodowym. Szara i niewidoczna na tle biało-czerwonego wagonu.

Nie ma większego sensu opisywać każdej sytuacji w tym stylu, która mi się przytrafiła, ale uwierzcie mi - nie było ich mało. Nie chcę też zbytnio narzekać, bo poza przeciążoną miednicą wiele w mojej ciąży mi nie doskwierało. Chcę tylko powiedzieć, że niektóre kobiety mają gorzej. Dla nich naprawdę małe potknięcie albo dłuższa chwila na nogach może oznaczać tragiczne konsekwencje. I warto, żeby stały się widoczne. Żeby te wszystkie deklaracje o obronie polskich kobiet, a zwłaszcza tych w ciąży, przez szlachetnych polskich mężczyzn stały się po prostu prawdą. Wielu z was zapewne wie jak się w takich sytuacjach zachować i nie udaje, że nie ma oczu. Moje doświadczenie wskazuje jednak, że wciąż nie jest was wystarczająco dużo, aby mówić o wspaniałej pozycji matki w naszym społeczeństwie.

A po ciąży zaczyna się karmienie piersią. I nagle stajesz się bardzo widoczna. Nagle szyja ludzka nie działa, nie to co wtedy, kiedy trzeba było spojrzeć na Wisłę. To dopiero jest niesamowite! Ale to temat na zupełnie inny wpis...
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia