piątek, 25 maja 2018

Matka Polka stojąca

Miałam małą przerwę w blogowaniu, która była spowodowana głównie końcówką mojej pierwszej ciąży i tym co się w związku z tym dzieje, czyli porodem i nowym współlokatorem. Współlokator zaczął już jednak więcej drzemać w ciągu dnia, a ja postanowiłam powspominać jak to było, jak jeszcze mieszkał w swojej dawnej chałupie, czyli mojej macicy.

Zdjęcie: Paulina i Tomasz - Duet Fotografów
Na wszelakich stronach, blogach i fanpejdżach o macierzyństwie temat ustępowania miejsca kobietom w ciąży czy przepuszczania ich w kolejkach jest dość gorący. Z jednej strony włosy się jeżą na historie o nazywaniu kobiet roszczeniowymi "krowami", z drugiej niektórzy chętnie wychwalają rycerskość Polaków, którzy kobiety w ciąży mają niby traktować niczym królowe. Obserwując swój powiększający się brzuszek czekałam więc tylko aż przede mną rozwinie się czerwony dywan, a nasi wspaniali polscy mężczyźni będą zrywać się z miejsc na mój widok.

Na początku podkreślę, że nie każdej kobiecie w ciąży miejsce siedzące w autobusie czy szybsza obsługa w kolejce jest potrzebna każdego dnia. Jak i inni ludzie mamy lepsze i gorsze dni, niektóre z nas przechodzą ciąże bardzo łagodnie (jak moja koleżanka z porodówki, która do ostatnich dni przed godziną zero pracowała na budowie), inne - wyjątkowo ciężko. Problem w tym, że nigdy nie wiecie, która kobieta w ciąży wam się trafi. A niektóre mogą mieć naprawdę poważne problemy zdrowotne, czy też chociaż są pewne że ustoją tę godzinę w tramwaju, to zachwieją się przy zakręcie, upadną i nieszczęście gotowe. Nie warto więc ryzykować.

Mogę mówić tylko ze swojego doświadczenia. Jakoś do połowy ciąży było w miarę ok jeśli chodzi o moją mobilność i wytrzymałość. Później, z powodu, jak się dowiedziałam, zbyt dużego obciążenia miednicy (ostatecznie mój najdroższy klusek urodził się ważąc prawie 5 kilo), każdy krok okupowałam bólem. Dlatego wszelkie wyjścia z domu w ostatnim trymestrze starałam się skracać, pod koniec zrezygnowałam ze wszystkiego (również moich ukochanych koncertów), zrezygnować musiałam też z komunikacji miejskiej. Sama nie mam samochodu, więc każde wyjście z domu było wielką operacją. Jednak musiałam to robić dla dobra swojego i dziecka, bo moje dotychczasowe doświadczenie wskazywało, że prawie nikt inny o tym nie pomyśli.

Zacznijmy od od tego, że przez całą ciążę nie spotkałam w busach, tramwajach i kolejkach żadnego z tych, rzekomo licznych, polskich rycerzy. Wszyscy ludzie, którzy kiedykolwiek ustąpili mi miejsca byli kobietami (nie mówię tu, że tylko faceci mają miejsca ustępować, zwracam się głównie do nich właśnie z tego powodu, że to oni sprawę olali). I to bardzo często kobietami, którym również to miejsce się należy. Jedna starsza pani widząc mnie wstała, podczas kiedy czterech panów na oko około 40-50 spokojnie siedziało na miejscach oznaczonych jako te dla osób bardziej potrzebujących. Kiedy usłyszeli moją konwersację z emerytką (bo przecież przekonywałyśmy się nawzajem, że to ta druga bardziej potrzebuje tego miejsca) wszyscy nagle, zsynchronizowani niczym najlepsza drużyna pływacka spojrzeli w stronę Wisły i tacy zauroczeni jej pięknem pozostali do końca podróży. Wtedy się okazało, że jednak nie są magicznie przyspawani do krzeseł i potrafią wstać. Nawet oznaczeni znakiem "Polska" polscy rycerze pewnego dnia w metrze zdawali się widzieć bardzo ciekawe formy skalne za oknami, bo nie zauważyli że stoję na środku wagonu. Ja, matka Polka, między, dosłownie, samymi kibicami wracającymi z meczu na Narodowym. Szara i niewidoczna na tle biało-czerwonego wagonu.

Nie ma większego sensu opisywać każdej sytuacji w tym stylu, która mi się przytrafiła, ale uwierzcie mi - nie było ich mało. Nie chcę też zbytnio narzekać, bo poza przeciążoną miednicą wiele w mojej ciąży mi nie doskwierało. Chcę tylko powiedzieć, że niektóre kobiety mają gorzej. Dla nich naprawdę małe potknięcie albo dłuższa chwila na nogach może oznaczać tragiczne konsekwencje. I warto, żeby stały się widoczne. Żeby te wszystkie deklaracje o obronie polskich kobiet, a zwłaszcza tych w ciąży, przez szlachetnych polskich mężczyzn stały się po prostu prawdą. Wielu z was zapewne wie jak się w takich sytuacjach zachować i nie udaje, że nie ma oczu. Moje doświadczenie wskazuje jednak, że wciąż nie jest was wystarczająco dużo, aby mówić o wspaniałej pozycji matki w naszym społeczeństwie.

A po ciąży zaczyna się karmienie piersią. I nagle stajesz się bardzo widoczna. Nagle szyja ludzka nie działa, nie to co wtedy, kiedy trzeba było spojrzeć na Wisłę. To dopiero jest niesamowite! Ale to temat na zupełnie inny wpis...

1 komentarz:

  1. Ja z obu ciąż mam takie doświadczenia, że jeśli ktoś miał mi ustąpić miejsca w komunikacji, to zawsze lub prawie zawsze był to mężczyzna. Natomiast już po porodzie nie było wcale lepiej. Gdy z wózkiem pokonywałam schodek i tuż za nim próg, sama sobie musiałam trzymać drzwi żeby wejść do sklepu, nagle w te drzwi pakowali się klienci. Nie dość że trzymałam IM drzwi połową swego ciała, drugą zaś wózek, to jeszcze trafiałam na koniec kolejki... Tak samo na kładce, gdy winda nie działała. Z jednym dzieckiem w wózku i wózek "pod pachą", drugie dziecko obok mnie, a kolo idący tym samym ciągiem schodów, ale w dół, nie pomógł z tym wózkiem a nawet nas troje potrącił. I to się dzieje cały czas. Tylko już nerwów brak.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia