niedziela, 14 maja 2017

Słów kilka do corocznych krytyków Conchity Wurst

0
żródło: conchitawurst.com
"Rodzimy się nago, a reszta to drag" - tych znanych słów RuPaula, prowadzącego amerykański program "RuPaul's Drag Race" nie znają chyba "specjaliści", którzy podnoszą głowy co roku na Konkurs Piosenki Eurowizji tylko po to, żeby powiedzieć, że to konkurs dla "dewiantów" jak Conchita Wurst. Wczoraj znowu działo się to samo. "Wreszcie wygrała muzyka, a nie Conchita Wurst!". 

Po pierwsze - po Conchicie było miejsce jeszcze na Jamalę, ukraińską wokalistkę, która nie tylko świetnie śpiewała, ale wykonywała też bardzo emocjonalną piosenkę z ważnym przekazem politycznym. Jamala wygrała konkurs w zeszłym roku, dwa lata temu wygrana przypadła Månsowi Zelmerlöw, który zaśpiewał popowy hiciorek "Heroes". 



Po drugie, kiedy trzy lata temu konkurs wygrała Conchita Wurst, też wygrała muzyka - piosenka była dobra jak na pompatyczny pop, a wokal Wurst opiewa na ponad dwie oktawy, co wcale nie zdarza się tak często. Owszem, osobowość wokalistki też na pewno miała znaczenie, a wiele głosów było "politycznych", ale co by nie mówić - muzyka nadal była wygrana (chociaż wiadomo, Eurowizja to nie jest miejsce do szukania ambitnej muzyki, raczej dobrych wokalistów i niezłego popu, a do wszystkiego trzeba podejść z dystansem). 

Po trzecie - naprawdę nie rozumiem wszystkich tych słów oburzenia, które słyszałam chociażby na imprezie eurowizyjnej, na którą wybrałam się w sobotę. "Przecież to facet, który chciał być babką!" - no i? Co to zmienia w życiu osób, które tak głośno krzyczą, że każdy ma być tym, kim się urodzi? Jak to na nich wpływa? A już ostatecznie - skąd ta pewność, że każdego dobrze identyfikują? Widzą tylko to, kim się przedstawia i jak dla mnie każdy może się przedstawiać tak, jak tego chce (Conchita Wurst dla swojej osobowości scenicznej używa żeńskich zaimków, w życiu prywatnym - męskich, jak wiele drag queens). Tylko dana osoba może stwierdzić, jak mamy się do niej zwracać i jak chce być widziana (tym bardziej, że większość ludzi rodzi się nie spełniając wszystkich cech danej płci). Nie wiem, czemu tę decyzję miałby podejmować ktokolwiek inny i czemu miałby czuć dyskomfort z tego powodu. 

Pomijam już to, że Conchita Wurst to nie pierwszy drag na Eurowizji. Warto przypomnieć chociażby Verkę Serduchkę, reprezentantkę Ukrainy z 2007 roku, która w tym roku również pojawiła się na wielkim finale. 


W 2002 roku zaś Słowenię reprezentowała cała grupa w dragu - Sestre. 



Na koniec jeszcze gratulacje dla zwycięzcy, Portugalczyka Salvadora Sobrala, który wyglądał jak Hozier, ale śpiewał znacznie lepiej od niego, inspirując się chyba nieco, jak ktoś słusznie zauważył, Devendrą Banhartem. Wygrana zasłużona i do zobaczenia za rok - w Lizbonie.
Czytaj dalej »

wtorek, 9 maja 2017

"Girlboss". Założycielka Nasty Gal nie taka feministyczna?

0
Na Netflixie pojawił się serial "Girlboss", o założycielce sklepu Nasty Gal (obejrzałam w jeden dzień). Zarówno serial jak i Sophia Amoruso, pierwowzór głównej bohaterki, kreują Sophię na feministyczną ikonę. Tymczasem rzeczywistość wcale nie jest taka różowa.


Zacznijmy od tego, że w 2016 roku, już po tym jak Netflix rozpoczął prace nad serialem, Nasty Gal ogłosiło bankructwo. Do tego stanu doprowadziło kilka istotnych czynników, między innymi procesy wytoczone firmie przez byłych pracowników.

Część oskarżeń dotyczyła tego, jak firma traktowała ciężarne kobiety. Kilka złożyło pozwy, w których twierdziły, że zostały zwolnione po zajściu w ciążę, inni pracownicy mieli zostać zwolnieni w obliczu przewlekłej choroby. Wiele z tych spraw znalazło swoje rozwiązanie poza sądem. Poza tym pracownicy zaczęli mówić głośno o "toksycznej" atmosferze w Nasty Gal oraz o tym, że Amoruso była bardziej skupiona na budowaniu marki wokół samej siebie, niż zajęta firmą. Więcej o tym możecie przeczytać między innymi w tekście The Telegraph.

Chociaż Amoruso ustąpiła z pozycji CEO w 2014 roku i wyjaśnia, że nie miała wpływu na upadek marki to jednak nadal pełniła jedną z kluczowych ról w Nasty Gal. Trudno uwierzyć w takie tłumaczenia, zwłaszcza że zarówno w serialu, jak i w swoich wspomnieniach nie stroni od opisywania innych niepokojących zachowań. Sophia przyznała się między innymi do tego że kradła, zaś w nowej produkcji Netflixa widzimy jak przedmiotowo traktuje swoich pracodawców, czy też współpracowników. Sama odtwórczyni głównej roli w serialu przyznała, że Amoruso nie jest postacią do lubienia, a widzowie raczej słusznie kwestionują motywy jej działań.

Skupione na sobie i odnoszące sukces kobiety nie stworzą feministycznych środowisk pracy z samej racji tego, że są silnymi kobietami na ważnych pozycjach. Rynek pracy nie stanie się przyjazny dla mniej uprzywilejowanych kobiet tylko dlatego, że część kobiet odniosła sukces. Muszą one jeszcze chcieć tego samego dla innych kobiet - chcieć zmienić ich warunki, sytuację, pomóc wystartować z tej samej pozycji co mężczyźni, czy też wyrównać ich szanse mimo bardziej czasochłonnej roli kobiet w procesie reprodukcyjnym.

Problemem części młodych feministek jest to, że w ferworze walki o prawa reprodukcyjne zapominają o prawach matek, które nieraz uważane są przez nie za te gorsze i sponiewierane przez patriarchat. Nie będzie jednak prawdziwej jedności kobiet i prawdziwego wolnego wyboru jeśli wszystkie i wszyscy nie uznamy, że mamy wspólny problem, którego nie rozwiąże wzajemne pogrążanie się oraz uznawanie, że konkretny sposób na życie i decyzje są lepsze od innych. Zdaje się, że ten problem mogła mieć również Amoruso, chociaż nie przesądzam, że rzeczywiście tak było. Trudno jednak nie wyobrażać jej sobie jako wyzwolonej kobiety, której udało się osiągnąć sukces między innymi poprzez spacerowanie po barkach swoich sióstr.

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia