poniedziałek, 24 marca 2014

"Sierpień w hrabstwie Osage" - recenzja

W "Wiadomościach Sąsiedzkich Wesoła" pojawiła się (jak co miesiąc) moja recenzja - tym razem filmu "Sierpień w hrabstwie Osage". Poniżej zamieszczam początek tekstu, a do całości odsyłam tu (nr 156, str. 12).

Popisy aktorskie to nie wszystko
"Sierpień w hrabstwie Osage", reż. John Wells

„Sierpień w hrabstwie Osage” zbiera zarówno liczne nominacje do nagród wszelakich jak i pozytywne recenzje od krytyków. Jednak to, co głównie jest zachwalane w tym obrazie to aktorstwo. A co z resztą? Reszta, niestety, też powinna być istotna.

„Sierpień w hrabstwie Osage” to dość zagmatwana historia rodziny, która rozpoczyna się od zaginięcia ojca, którego poszukiwania wszczyna ciężko chora na raka ust żona (Meryl Streep), zwołując do rodzinnego domu swoje córki z rodzinami oraz siostrę z mężem. Tak duże nagromadzenie osób o silnych charakterach i dość spapranych życiorysach zwiastuje tylko jedno – tragedię w postaci niekończącej się serii dramatów i kłótni.

I tym właśnie ten film jest. Serią obrazków, przeskakiwaniem od popisu aktorskiego do popisu aktorskiego. Wszystko jest tu ze sobą połączone, każda postać ma swoją historię, jednak wszystko razem nie łączy się w fabułę. Jest to seria portretów, doskonale pokazanych, ale jednak nie łączących się za pomocą jednej wspólnej historii. Cały czas mamy wrażenie, że film dopiero się rozkręca, że wciąż mamy do czynienia z prezentacją postaci, a prawdziwy wątek niedługo się rozpocznie. Ten moment jednak nie za bardzo następuje, a film pozostawia niedosyt, wrażenie, że został niedokończony.

Całość do przeczytania w "Wiadomościach Sąsiedzkich Wesoła"! 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia