poniedziałek, 11 lutego 2019

Dlaczego warto obejrzeć "Pose"?

Netflix niedawno umieścił na swojej platformie serial "Pose", który miał premierę w czerwcu zeszłego roku. Wiedziałam, że serial istnieje, ale nie chciało mi się go szukać "na lewo", więc uradowana obejrzałam go na Netflixie właśnie. I powiem wam, że totalnie warto. A oto 10 powodów dlaczego.

1. Temat

Serial kręci się wokół sceny balowej Nowego Jorku lat osiemdziesiątych (czyli z grubsza to co macie w DOSKONAŁYM dokumencie "Paris is Burning", tylko że fabularnie ;)). Początki aktywizmu ruchu LGBTQ, kluby, społeczność drag i transseksualna, początki tego, co jest współczesnym dragiem, a także siejąca spustoszenie epidemia AIDS. Jeśli wiecie, czym były (i są!) bale, to nie muszę was przekonywać, bo na pewno zobaczycie ten serial. Jeśli nie wiecie, to naprawdę warto się dowiedzieć, bo nawet w świecie aktywistów LGBTQ nie każdy wie o co chodzi, a jest to fascynujący temat. Imprezy, których sensem było prezentowanie strojów w różnych kategoriach (od najbardziej realnej kobiety biznesu do potworów z kosmosu) przez obie płcie, vogue (czyli charakterystyczny taniec), a przede wszystkim - celebracja odmienności, bezpieczne miejsce dla społeczności (która pomaga sobie między innymi poprzez łączenie się w rywalizujące na balach rodziny-domy), zwłaszcza transseksualnej, która mogła puścić na balach wodze fantazji i z jednej strony pokazać jak naprawdę chce się widzieć, a z drugiej - jak wtopić się w heteronormatywny świat. Nie jestem w stanie opisać wam tego fenomenu w krótkim wpisie, to po prostu trzeba zobaczyć, w filmie, lub na żywo. A jeśli jesteście fanami RuPaul's Drag Race to pamiętajcie, że bez balów ten program by nie istniał!  

Źródło: FX Networks
2. Zróżnicowana obsada

Tak zróżnicowanej obsady nie ma chyba żaden współczesny, popularny serial (no może poza "Orange Is the New Black"). A co w niej najważniejsze - osoby transseksualne są grane przez osoby transseksualne. Niby taki banał, a jednak wciąż rzadko spotykany (chociaż wiadomo, jak ważna jest reprezentacja, zwłaszcza dla młodych, poszukujących osób). Nie dość, że widzimy wiele nowych, utalentowanych twarzy, to jeszcze potrafią czerpać z własnego doświadczenia, aby pokazać serialowe postacie. Jest to bardzo, bardzo duży plus tej produkcji.

Źródło: FX Networks
3. Nieproste historie

Jeśli biały bogacz pracujący u Trumpa, to taki, który kwestionuje swoją seksualność. Jeśli zdradzana żona, to niekoniecznie ofiara lub wredna. Jeśli osoba z HIV, to niekoniecznie taka, która żyje niczym z wyrokiem śmierci. Dużo w tym serialu szarości, żadna postać nie jest "zła". Jeśli wydaje ci się, że ktoś jest pisany jako "czarny charakter" to zapewne się mylisz. Jest po prostu jak w życiu, każda historia ma niuanse, a ludzie wiele różnych twarzy, zaś brak zdecydowanych negatywnych postaci tworzy klimat ciepłej społeczności (serial jest naprawdę wholesome), co nie znaczy, że pozbawionej wad.

Źródło: FX Networks
4. Muzyka

Lata osiemdziesiąte, bale, scena drag, a do tego wątek ze szkołą taneczną i baletem. Możecie sobie wyobrazić jak dobry może być tutaj soundtrack. A on jest jeszcze lepszy niż to wyobrażenie.

Źródło: FX Networks
5. Język

Scena balowa/dragowa Nowego Jorku w latach osiemdziesiątych, jak również współczesny drag nierozerwalnie wiąże się ze specyficznym językiem. Jeśli widzieliście dokument "Paris is Burning" to na pewno wiecie co to "read", "shade", "category", "realness", "fish", czy "mug" oraz inne określenia. Swoją rolę w nauczaniu tego języka miał też RuPaul's Drag Race. "Pose" bardzo dobrze porusza się w tym świecie i języku, nic nie brzmi sztucznie, wymienione zwroty nie są tu wepchnięte na siłę, żeby zaimponować, że scenarzysta wie, co to znaczy "beat your face" i że nie chodzi tutaj o bójkę. Zastanawiało mnie tylko, czy serial jest tak samo zrozumiały dla tych, którzy tego języka nie znają - może ktoś taki obejrzy "Pose" i mi opowie? Chociaż zalecałabym rozpoczęcie przygody z poznawaniem kultury balowej od "Paris is Burning" (również dostępnego na Netflixie), gdzie znajdziecie przydatny słowniczek. W "Pose" również kilka razy pojawia się wyjaśnianie tego i owego, ale ponownie - nie wygląda sztucznie, więc spoko.

Źródło: FX Networks
6. Talent

Poza znanymi twarzami (a tu grającymi role drugoplanowe) jak Evan Peters, Kate Mara, James Van Der Beek, Billy Porter, czy Charlayne Woodard, serial jest przepełniony talentami aktorskimi. Chce się wręcz krzyczeć "gdzie ci ludzie byli do tej pory, chcę widzieć ich więcej!". Moje faworytki to złota trójka tego serialu, czyli MJ Rodriguez (Blanca), Indya Moore (Angel) i Dominique Jackson (Elektra). Zachwyciłam się zupełnie i nie mogę z tego zachwytu wyjść tak bardzo, że czasem sobie przypominam fragmenty z powyższymi trzema aktorkami i aż wzdycham.

Źródło: FX Networks
7. Stroje

Bale to przede wszystkim prezentacja niesamowitych kreacji. I tych w serialu nie brakuje. Mamy nawet królewskie stroje wykradzione z muzeum (już w pierwszym odcinku). Jest też prezentowana kategoria science fiction ewidentnie inspirowana club kids (która, co zupełnie dla mnie niezrozumiałe, nie przypada do gustu jednemu z bohaterów). Jest brokat, jest klasa, szyk, styl i wszystko to, co sprawia, że zapiera wam dech w piersiach na widok ciuchów. Sama garderoba Elektry (nawet ta codzienna, nie balowa) to kopalnia perełek z dopracowanymi detalami, na które po prostu bardzo miło się patrzy.

Źródło: FX Networks
8. Podejście do tematu AIDS

Jak wspomniałam, jednym z głównych wątków serialu jest epidemia AIDS. W latach 80. w USA dopiero uświadomiono sobie, że wirus dotarł do kraju (chociaż prawdopodobnie był tam już od lat 60.), a media straszyły ludzi wyniszczającą chorobą, która czyha na każdym roku. Dziś już wiemy, że HIV nie można zarazić się np. przez przytulenie, wiemy, że nie jest to tylko choroba społeczności gejowskiej, wiemy też jak się zabezpieczać i jak skutecznie opóźniać jej postępowanie. Wtedy była to przerażająca nowość, która tylko potęgowała już i tak istniejące uprzedzenia w stosunku do osób LGBTQ. W "Pose" zobaczymy różne historie osób zarażonych, nie tylko takie, gdzie HIV to wyrok śmierci i życiowa tragedia, a pomiędzy diagnozą, a śmiercią widzimy tylko wychudzonych, bladych aktorów pokrytych mięsakami. Są tu też takie historie, ale również takie, które pokazują, że z HIV się żyje. I można żyć bardzo długo, a czasu tego nie warto marnować. Scenarzyści poświęcili też chwilę na edukację, pokazując postacie, które wzajemnie przypominają sobie o odpowiednich działaniach prewencyjnych oraz regularnych badaniach.

Źródło: FX Networks
9. Emocje

Niewiele rzeczy w telewizji ostatnio dostarczyło mi takich wzruszeń, ale też takiej radości jak "Pose" właśnie. Emocji jest tutaj bardzo dużo, ale są one szczere, niewymuszone, niepodbite kiczowatymi chwytami. Płakałam, ale też szczerze się cieszyłam. Tak na serio ogarniała mnie radość - z uśmiechem przed ekranem komputera, a nie z poważną miną i emocjami w środku. Cieszę się, że tak różne rzeczy wydobył ze mnie ten serial.

Źródło: FX Networks

10.  Wbrew pozorom - aktualny problem

Na koniec chcę powiedzieć wam coś bardzo ważnego. Serial rozgrywa się w latach osiemdziesiątych, ale dyskryminacja nie zniknęła do dziś. Osoby transseksualne to jedna z najbardziej prześladowanych grup społecznych, najmocniej narażonych na przemoc, czy nawet śmierć z powodu swojej tożsamości. Oglądając piękne stroje, słuchając super muzyki w "Pose" zastanówcie się nad tym. I nad tym, czy możecie coś z tym zrobić - może na początek zmieniając podejście swoje albo bliskich? Domagając się zmiany ustawy o korekcie płci (np. zmiany przepisu stanowiącego, że osoba transseksualna musi pozwać swoich rodziców)? Reagując na chamskie żarty z osób transseksualnych? Wspierając kolegę lub koleżankę, którzy spotykają się z prześladowaniem? Ucząc się o używaniu odpowiednich zaimków osobowych? Jak zawsze wierzę, że może pomóc chociaż odrobina empatii.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia