czwartek, 18 września 2014

Wybór Szkocji

I tak oto przyszedł dzień szkockiego referendum niepodległościowego. Dla mnie, jako wielkiego miłośnika tego kraju, jest to moment szczególnie ważny. Jadąc w sierpniu tego roku na festiwal Fringe myślałam, że chciałabym, żeby Szkoci powiedzieli niepodległości "tak", ale jednocześnie nie wierzyłam, że może się to stać. Teraz kiedy decyzja jest praktycznie postawiona na ostrzu noża (jakiś czas temu po debacie wygranej przez premiera i lidera partii narodowej Alexa Salmonda głosów za niepodległością zaczęło przybywać, co zmieniło znacznie dotychczasową sytuację) można spodziewać się wszystkiego. Tym bardziej, że do ustalenia wyniku referendum wystarczy zwykła większość, nie ma też ograniczeń jeśli chodzi o wymaganą frekwencję. Dosłownie pięć osób może zadecydować o losie Szkocji. Trzy będą na tak, dwie na nie. I tyle. Oczywiście jest to sytuacja skrajnie nieprawdopodobna biorąc pod uwagę spore zainteresowanie referendum, ale tak czy inaczej to co stanie się dzisiaj jest wielką niewiadomą. 

Edynburg, fot. Martyna Nowosielska
Edynburg, fot. Martyna Nowosielska

Podczas pobytu w Edynburgu w sierpniu oraz podczas innych wcześniejszych rozmów ze Szkotami starałam się uzyskać obraz tego, jak "zwyczajni" mieszkańcy podchodzą do tematu niepodległości. W mediach światowych przedstawia się to bowiem jako ruch nacjonalistów, który może mieć gigantyczny wpływ nie tylko na Szkocję (większość zakłada jej ekonomiczną tragedię po ewentualnym odłączeniu od Wielkiej Brytanii), ale również na całą Europę i świat. Nie cichną dyskusje o tym, jak zareagować powinna Unia Europejska. Szkocja bowiem wraz z odłączeniem od Królestwa odłączy się również od UE. Pod znakiem zapytania staje kwestia tego, czy UE zechce znowu przyjąć ją na swoje łono. Byłoby to na pewno zachętą dla innych ruchów niepodległościowych do kolejnych odseparowań, co może wpłynąć na destabilizację Europy. Z drugiej jednak strony nie można przecież sprzeciwić się demokratycznie podjętej decyzji. 

Edynburg, fot. Martyna Nowosielska

Obywatele Szkocji o referendum, jak widać ze statystyk, myślą różnie. - Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak ekonomicznie może to mieć dla nas fatalne konsekwencje. Dlatego jestem przeciw - powiedziała mi znajoma z miasta Oban, studiująca w Glasgow Sarah. Dodała przy tym, że kiedyś taka walka mogła mieć sens, ale obecnie, przy tak szeroko zakrojonej dewolucji, nie ma to sensu. Inne zdanie na ten temat ma Ben, przewodnik wycieczek z Edynburga - Ludzie dużo mówią na temat ewentualnych problemów ekonomicznych. Tymczasem mamy duże zasoby energetyczne jak również potencjał jeśli chodzi o technologię - powiedział. - Chciałbym niepodległości, chociaż z początku byłem przeciwny. Ale nie wiem czy to się stanie. Ludzie nie lubią zmian - dodał. 

Edynburg, fot. Martyna Nowosielska

Jednym z zarzutów stawianych ruchowi niepodległościowemu w Szkocji jest oskarżenie o nacjonalizm. - Jestem dumną Szkotką i patriotką, ale nie nacjonalistką - powiedziała znana z talent show piosenkarka Susan Boyle, uzasadniając swój głos na nie. Podobne zdanie ma też chociażby J. K. Rowling, która na kampanię przeciw niepodległości przeznaczyła znaczną sumę pieniędzy kierując przy tym agresywne oświadczenie w stronę "nacjonalistów". Tymczasem w Szkocji zwolennikami referendum są zwolennicy lewicy. - Niepodległość byłaby dobra, ponieważ Szkocja głosuje na lewo, nie zaś na prawo, tak jak reszta Królestwa. Mielibyśmy więcej wpływu na własną politykę, nie ginęlibyśmy w polityce całej Wielkiej Brytanii - powiedział Ben. - Głosy oddawane przez nas na nacjonalistów są wynikiem sprzeciwu, nie zaś poparcia dla samej partii - dodał. Potwierdzać poparcie lewicy może fakt, że podczas pobytu w stolicy spotkałam tylko jedną grupę agitującą na ulicy za niepodległością. Szkocką Partię Socjalistyczną. - Zbliżamy się do 40 paru procent poparcia - powiedział mi jeden z ich przedstawicieli. - Bardzo liczę na to, że Szkoci zagłosują za, ale nawet jeśli nie uda się to w tym roku, to na pewno w przeciągu najbliższych 15 lat - dodał optymistycznie. 

Edynburg, fot. Martyna Nowosielska

Głosy za i przeciw widać też w oknach na ulicach Edynburga, gdzie ludzie wywieszają plakaty wyrażające ich pogląd na sprawę. Zaangażowanie to nie jest jednak tak duże, jak można by się spodziewać po tak ważnej kwestii. Należy też pamiętać, że prawdopodobnie inne podejście mogą mieć ludzie mieszkający w stolicy (jak wspominany przeze mnie Ben), który widzą tłumy turystów i pozostają pozytywnie nastawieni do wyzwolenia swojego kraju, jak również mają szerszą wiedzę na ten temat, a inne ludzie mieszkający w mniejszych miastach, gdzie z jednej strony wygrywać może przyzwyczajenie, a z drugiej perspektywa historyczna. Poza tym, jak podkreślił Ben, ruch niepodległościowy w Szkocji wyszedł ze strony polityków - dokładnie Szkockiej Partii Narodowej, która zachęcona głosami poparcia (jak wspomniałam - głosami nie na nich lecz głosami sprzeciwu) wyszła z pomysłem referendum. Inne ruchy tego typu na świecie wychodzą zazwyczaj ze strony ludzi, co sprawia, że cieszą się większym zainteresowaniem. Z tego względu referendum w Szkocji może się jednak zakończyć decyzją o pozostaniu w Królestwie. 

Edynburg, fot. Martyna Nowosielska

Edynburg, fot. Martyna Nowosielska

Jakkolwiek Szkocja dziś nie zadecyduje, na pewno wpłynie to na dalszą politykę w ich kraju. Jeśli zagłosują za wpłyną też na losy całego świata. Będzie to precedensowa sytuacja, z którą reszta krajów będzie musiała sobie poradzić. Głosy póki co pozostają podzielone - z jednej strony mamy mówiącą o nacjonalistach Susan Boyle, z drugiej muzyków Mogwai czy Franz Ferdinand, którzy w niepodległości widzą też szansę na większą niezależność artystyczną. Z jednej strony mamy Alexa Salmonda, z drugiej Alistaira Darlinga. Kogo Szkocja dziś poprze? Albo inaczej - jaki los Szkoci wybiorą dla siebie? Bo przecież o ludzi tu chodzi, nie o polityków. Dowiemy się wkrótce.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia