niedziela, 30 września 2018

Koncertowy przegląd październikowy

0
wypatrując jesiennego sezonu koncertowego

1 października - Poppy 

Gdzie? Drukarnia, Warszawa
Organizator: fource.pl
Za ile? 79/90 zł

Muzyka Poppy, nie ukrywajmy, nie jest super (chociaż próbowałam wyrzucić z głowy "Computer Boy", ale dalej nucę "I fell in love with my laptop computer", więc może jednak coś w tym jest). Ale nie o muzykę tu chodzi. Poppy to internetowa kreacja, kobieta z komputera, ekranowa fantazja. Interesująco prezentuje się jako jutubowy projekt, więc warto sprawdzić jak brzmi i wygląda na żywo coś, co jest zaprojektowane, aby istnieć w sieci. Zwłaszcza, że to jej pierwszy koncert w Polsce.



6-10 października - Jack White 

Gdzie? 6.10 - Gdynia Arena, 7.10 - Hala nr 2 Międzynarodowych Targów Poznańskich, 9.10 - warszawski Torwar, 10.10 - Tauron Arena Kraków 
Organizator: Alter Art
Za ile?   6.10.2018 / Gdynia, Gdynia Arena: 198 PLN, 188 PLN; 7.10.2018 / Poznań, Hala nr2 MTP: 198 PLN; 9.10.2018 / Warszawa, Torwar: 198 PLN, 178 PLN; 10.10.2018 / Kraków, Tauron Arena Kraków: 189 PLN, 169 PLN

Czemu Jackowi chce się przyjeżdżać na czterodniową trasę po wielkich arenach właśnie do Polski - nie wiem. Może to duża baza fanów, może jego polskie korzenie, a może siła przekonywania szefa Alter Artu - Mikołaja Ziółkowskiego. Ale to w sumie nieważne - ważne, że cały czas chce odwiedzać nasz kraj, bo to co robi na żywo robi dobrze. Dużo w tym energii, pierwotnego magnetyzmu i całkiem dobrej muzyki połączonej z, po prostu, dobrą zabawą. Ja tam idę się przede wszystkim wyszaleć i to wam też polecam.


19-20 października Mac DeMarco 

Gdzie? Progresja, Warszawa
Organizator: Go Ahead
Za ile?  130 zł

To z kolei zupełne przeciwieństwo tego co robi poważny i zaangażowany White. Mac to wyluzowany chłopak odpalający fajka od fajka, który chce, żeby wszyscy poczuli się wyluzowani. Gitara, delikatny wokal, teksty z którymi możemy się utożsamić i pachnący zieloną pięciolistną rośliną chill to znaki rozpoznawcze. Jeśli chcecie znowu poczuć się jak na wakacyjnej imprezie z dobrym brzmieniem wydobywającym się z głośniczków ustawionych gdzieś na parapecie z podłączonym telefonem - warto.


20 października - George Ezra  

Gdzie? Torwar, Warszawa
Organizator: Go Ahead
Za ile? 149 zł

Ezra to najbardziej easy-listeningowa propozycja na tej liście. Brzmiący jak człowiek po siedemdziesiątce (dlatego tak dobrze wygląda sir Ian McKellen robiący lip sync do jego piosenki w teledysku) młody chłopak ciepło śpiewa nam o miłości, podróżach i innych pierdołach. Jest miło, przyjemnie i można nawet zakręcić bioderkiem. Na koncert możecie zabrać swoją mamę i powinno jej się spodobać.

Czytaj dalej »

środa, 5 września 2018

Matka na festiwalu - Open'er i OFF z niemowlakiem

0
Jak wspomniałam ostatnio w tym roku po raz pierwszy wybrałam się na Open'era z nowym członkiem rodziny, czyli moim pierworodnym. Potem skoczyliśmy jeszcze wspólnie na OFF Festival.

Franek w momencie rozpoczęcia Open'era miał 3 miesiące i właściwie dopiero zaczęliśmy od niedawna ogarniać nasze wspólne życie na zadowalającym poziomie, że tak to ujmę - rozumieć siebie nawzajem dość dobrze. Festiwal jawił się więc jako naprawdę trudne przedsięwzięcie. Przed Open'erem szukałam informacji, relacji, jakichkolwiek śladów w internecie pozostawionych przez matki, które już przez to przeszły. Jednak nie bardzo się udało. Dlatego postanowiłam sama napisać z czym to się je, czyli czego możemy się spodziewać na miejscu, na co uważać, a czego się nie bać i jak wypadają OFF i Open'er w rodzicielskim porównaniu.


1. Jeśli karmisz piersią przygotuj się, że będziesz to robić w bardzo dziwnych sytuacjach

Mi się zdarzyło to czynić na backstage Open'era kiedy mijał mnie techniczny The Bad Seeds (o tym jak się tam znalazłam w poniższych punktach), w drodze na teren festiwalu niosąc młodego na rękach, w taksówce, w pociągu, a także na koncertach - między innymi Noela Gallaghera, Depeche Mode, Bruno Marsa, Arctic Monkeys, Big Freedi, Furii, Mosesa Sumneya, Clap Your Hands Say Yeah i wielu innych. Jednak jeśli się nieco wstydzicie to jest pocieszenie w tej całej sytuacji - na tak wielkiej imprezie ludzi jest dużo, a zdecydowaną większość interesuje głównie scena i muzycy na niej, a nie wy i wasze cycki, więc spoko.

1a. W ogóle a propos przygotowań - dobrze się przygotuj, zabierz co trzeba, żebyś nie musiała wracać z terenu na sygnale bo nie masz pieluch, mokrych chusteczek, kilku ubrań na przebranie w razie czego albo czegoś tam jeszcze. I pamiętajozmianach pogody i o żelu antybakteryjnym, bo na festiwalach trudno o umywalki, a przewijać dziecko będziesz na pewno. I nie zawsze na przewijaku. Nie przejmuj się, że masz tak dużo rzeczy, możesz je wozić w wózku, jest to całkiem wygodne!



2. Zapomnij o szczegółowym przeszukiwaniu przez ochronę i kolejce do wejścia

Zarówno na Open'erze, jak i na OFFie rodzice wchodzą na festiwal osobnym wejściem bez kolejki. Na Open'erze dzieje się to dodatkowo przez backstage, żeby było szybciej (stąd moje karmienie na backstage'u!). Przy takim przejściu zawsze towarzyszy wam wolontariusz. Jeśli ochrona was w ogóle przeszukuje, to jedynie pobieżnie (bo wyobraźcie sobie teraz zaglądanie w każdy zakamarek wózka albo niemowlęcej torby pełnej pieluch i mokrych chusteczek). Na Open'erze poza przejściem bez kolejki macie też wstęp na platformy dla niepełnosprawnych, żeby nie stać w tłumie z wózkiem na koncertach. My co prawda z nich nie skorzystaliśmy, uznając że są inni, którzy ich bardziej potrzebują - po prostu stawaliśmy raczej na tyłach i było spoko.


3. Zabierz WŁASNE ochraniacze słuchu dla dziecka

Po pierwsze jeśli masz własne ochraniacze to możesz najpierw wypróbować je w domu. Czy pasują, czy nie denerwują dziecka, czy da się je założyć na dziecko w chuście itd. Po drugie, mimo że organizatorzy obiecują, że na terenie kupisz ochraniacze dla dzieci, to ochraniacze to nie woda z kranu, której można dolewać do baniaków i mogą się skończyć. Tak zdaje się stało w tym roku na OFF Festivalu, gdzie zagubieni rodzice pytali nas skąd mamy ochraniacze, bo w sklepie festiwalowym ich nie ma. A jeśli w ogóle nie pomyśleliście o tym, żeby w takie ochraniacze zainwestować, bo po co, to uwierzcie mi - po prostu to zróbcie. Głośne dźwięki versus uszy malutkiego dziecka to nie jest równa walka, a jak podrośnie to jeszcze będzie miał okazję posłuchać muzyki na żywo bez większego ryzyka.


4. Pamiętaj - cyc albo chusta działają zawsze w 90 procentach 

 Jeśli będzie się coś działo, dziecku będzie źle, nie będzie mogło się uspokoić albo zasnąć, to te rzeczy zazwyczaj działają. Karmisz, wkładasz do chusty i możesz się spokojnie przemieszczać. Młodszy niemowlak pewnie prędko zaśnie, starszy z zaciekawieniem będzie oglądał otoczenie. A jak ci ciężko to zazwyczaj dziecko ma dwóch rodziców i tata też może chustować (chociaż karmić to nie za bardzo).


5. Strefa dla dzieci - Kids Zone versus Piaskoffnica 

Zarówno Open'er jak i OFF mają strefy dla dzieci (aby do nich wejść trzeba mieć specjalną opaskę, którą uzyskuje się po podpisaniu odpowiednich dokumentów, dodatkowo na OFFie na opasce dziecka znajduje się jego imię, nazwisko i numer telefonu do opiekuna). Strefy różnią się jednak i każda ma swoje plusy i minusy.

Open'er Kids Zone 
+ blisko głównej części festiwalu, z widokiem na main stage i łatwym dojazdem
+ czynna dość długo - do północy
+ przewijak i osobna toaleta (przewijaki są nawet dwa - zarówno w toalecie męskiej jak i damskiej)
+ gry i zabawy dla starszych dzieciaków
- jest w niej głośno ze względu na bliskość sceny
- mocno zatłoczona
- przewijak w blaszanym baraku, w którym może być gorąco i ciasno (ale za to nie pada!)
- osobne miejsce dla matek karmiących według mnie sugeruje, że powinny się schować, podczas kiedy uważam, że mogą spokojnie karmić i oglądać koncerty, ale z drugiej strony to plus, bo jeśli jakaś pani się wstydzi to może się tam schować i nie musi się gnieździć w toalecie

Piaskoffnica 
+ cicha i spokojna
+ nie ma sugerowania, że mama karmiąca powinna się schować, ale jakby chciała to z drugiej strony nie bardzo ma gdzie
+ przewijak pod dachem, ale na świeżym powietrzu
+ gry i zabawy dla starszych dzieciaków, a także lody
+ telefon do opiekuna na opasce
- trudny dojazd, daleko od głównej części festiwalu i droga nie jest ubita przez co przejazd z wózkiem jest karkołomny
- tylko jeden przewijak, ale ludzi jest mniej więc nie jest to duży problem
- czynna krótko - tylko do 20

6. Zacznij od zwiadu

Pamiętaj, aby zostawić sobie zapas czasu na sprawdzenie jak wszystko wygląda na miejscu (np. gdzie jest strefa dla dzieci), na uspokojenie się, rozeznanie, nakarmienie dziecka, wsadzenie do chusty i tak dalej. Poza tym z dzieckiem wszystko idzie wolniej.


7. Nastaw się na to, że nie zobaczysz wszystkiego 

Czasem będzie za gorąco albo będzie padało i na coś nie uda się pójść. Nie uda ci się szybko przebiec między scenami. Nie wytrzymasz z dzieckiem do późnych godzin nocnych na terenie (no ok - ja nie wytrzymywałam dłużej niż do 1 w nocy z kawałkiem, bo potem trzeba wstać około siódmej rano przecież). Wydasz więcej na dojazdy, bo komunikacja miejska ww trybie festiwalowym, czyli zatłoczona maksymalnie i bez klimy to nie będą warunki dla bobasa. Z drugiej strony jednak wydasz mniej na inne rzeczy, bo nie będziesz mieć czasu i rąk wolnych na milion przekąsek i piwo (a jeśli karmisz to w ogóle lepiej odpuść piwo). Ale zobaczysz tyle, ile się uda, zobaczysz to na czym ci najbardziej zależy i ogólnie - będzie dobrze, mimo że będzie trzeba czasem spontanicznie i szybko zmienić plan. Będziesz się stresować bardziej niż dziecko, które będzie miało jedzenie i twoją bliskość i będzie zadowolone, także nie przejmuj się i jedź. Będzie ciężko, ale do przeżycia. Najbardziej stresująco będzie pierwszego dnia, a potem to ogarniesz. Zobaczysz! 
Czytaj dalej »

czwartek, 30 sierpnia 2018

Koncertowy przegląd wrześniowy

0

1 września - Tommy Cash

Gdzie? ISKRA, Warszawa
Organizator: fource.pl
Za ile? w chwili, w której to piszę 99 zł

(oprócz Tommy'ego na nowym festiwalu Hip Hop Waves Warsaw zagra też dwóch innych raperów, ale osobiście interesuje mnie tylko gwiazda główna)

Ja i Tommy na bardzo niewyraźnym zdjęciu



Tommy Cash to częsty gość stolicy, niemniej za każdym razem przynajmniej podejmuję próbę zobaczenia go na żywo. Raper z Estonii jest trochę niczym słowiańskie Die Antwoord - obciachowa stylistyka, mało skomplikowana muzyka i teksty o wanabee gangsterze z blokowiska mieszają się tu z prawdziwą sztuką pokazaną w klipach. Nie do końca wiemy co jest na serio, a co jest ironią i kreacją. Jedno jest pewne - postkomunistyczne sentymenty na pewno rezonują w Polsce lepiej niż zef z townships. A na żywo gwarantują chociaż trochę połączenie umysłów i przede wszystkim dużo potu wytraconego w szaleńczym tańcu.


13 września - Deafheaven

Gdzie? Hybrydy, Warszawa
Organizator: P.W. Events
Za ile? 79/84/89 zł

Deafheaven na OFF Festivalu 2014

Deafheaven widziałam na OFFie 2014 (co widać na załączonym wykonanym przeze mnie obrazku). Poszłam na koncert z ciekawości i spodobało mi się. Nie był to jeden z najlepszych koncertów tamtego OFFa, ale na pewno pozostał mi w pamięci na tyle, żeby przesłuchać kawałek dyskografii szanownych panów później w domu. Muzyka (a właściwie ściana dźwięku) zdecydowanie się broni i słucha jej się naprawdę przyjemnie (jakkolwiek dziwnie może brzmieć ten przymiotnik w tym kontekście). Jedyne co mnie wkurza to wokal, ale na tyle ginie on w strumieniu odgłosów, że da się przeżyć. Zresztą to moja przypadłość - często podoba mi się to, co prezentują muzycznie zespoły black metalowe, ale całe cudowne wrażenie zabija dla mnie wokal. Podobny problem miałam w tym roku na OFF Festivalu z Furią (do której zresztą stojąc w rozsądnej odległości od namiotu usypiałam swoje kilkumiesięczne dziecko - i to z powodzeniem!).

Czytaj dalej »

piątek, 13 lipca 2018

Podsumowanie Open'era 2018

0
A to cudo objawiło się nam przy bramie wyjściowej od strony Kosakowa
Jeśli dobrze liczę, to był mój siódmy Open'er. I zdecydowanie najcięższy ze wszystkich, bo pierwszy raz udałam się na festiwal z dzieckiem. Trzymiesięcznym dzieckiem. O tym na ile ogromne było to wyzwanie i jak ogólnie poradzić sobie z maluchem na takim festiwalu na pewno napiszę coś osobnego. Ten wpis poświęcę tylko podsumowaniu muzycznemu, a wstęp ma służyć jedynie temu, żebyście zrozumieli czemu tak mało udało mi się zobaczyć - nie dość, że z dzieckiem, to w tym roku ze względu na wyprzedane wszystkie karnety i bilety organizacja leżała i kwiczała. Kwiczała tak bardzo, że ostatniego dnia na samym festiwalu byliśmy krócej niż na niego jechaliśmy połączeniem pociąg + taxi.

No ale przejdźmy do muzyki. Koncert po koncercie, dzień po dniu.

DZIEŃ 1

Noel Gallagher's High Flying Birds

Kilka lat temu widziałam Noela na Orange Warsaw Festival i przyznam, że tam podobał mi się dużo bardziej. Nie wiem jednak, czy to kwestia samej muzyki, zebranych po drodze doświadczeń, czy może pogody (w momencie jego koncertu słońce prażyło niemiłosiernie, a cień niewiele pomagał). Do wszystkiego mógł mi się dołożyć stres i kiepskie nagłośnienie. Było nudnawo. Najciekawszym elementem była obserwacja z daleka tłumów, które podnosiły się i podchodziły pod scenę słysząc każdy hit Oasis.



Nick Cave and the Bad Seeds

Nick dla mnie to, jak wiecie, najwyższy poziom umiejętności koncertowych. Widziałam go tym razem po raz piąty i znowu nie zawiódł. Nie było to tak pełne show jak ostatnie na Torwarze, gdzie wszystko było zaplanowane i budowało spójną całość, raczej wymieszanie greatest hits i klasycznych chwytów z kładzeniem się na tłumie oraz wyciąganiem z niego ludzi. Bez miejsca na zbyt wiele sentymentalnych spowolnień. Jednak nie można powiedzieć, że nie została w to włożona najszczersza energia, mimo że Nicka ewidentnie irytowało świecące prosto w jego twarz zachodzące słońce (ostatecznie sprawił, że zaszło całkowicie). Największe wrażenie tym razem zrobiło dla mnie  "From Her to Eternity" przy którym Nick tak wytężał twarz i głos, że zaczęłam się obawiać. Było duuuuużo mocy.



Arctic Monkeys

Nigdy nie rozumiałam fenomenu tego zespołu i nie rozumiem nadal. Oglądałam ich przez chwilę względnie z bliska, aby potem się oddalić i niestety nadal słyszeć Alexa Turnera. Szkoda, że w przeciwieństwie do Open'era pięć lat temu Nick grał przed małpami, a nie po nich. Wtedy może zgromadzone pod sceną nastoletnie fanki pana Alexa nie przeszkadzałyby w odbiorze Nicka, bo wtedy po zakończeniu koncertu swoich idoli grzecznie opuściły teren. 

Fleet Foxes

To mój największy zawód tegorocznej edycji - że na koncercie Fleet Foxes nie mogłam zostać dłużej (no i może jeszcze to, że znowu nie zobaczyłam Massive Attack, zawsze się jakoś mijamy). Tańczyło się przepięknie, muzyka brzmiała jak należy, szkoda mi tylko było jak patrzyłam na ludzi wychodzących z Arctic Monkeys i przechodzących przez Tent tylko po to, żeby udać się do wyjścia z terenu.

DZIEŃ II

Organek

Na Organka poszłam ze względu na mojego tatę, który akurat tego dnia poszedł na Open'era. Poświęciłam się rozmowom ze znajomymi gdzieś za najdalszym telebimem. Chyba nie żałuję.

Young Fathers

Cieszę się, że udało mi się wcześniej zobaczyć Young Fathers na OFFie, bo na Open'erze nie miałam na to zbyt wiele czasu. Nadal jednak, nawet przez te raptem pół godzinki, brzmiało to zupełnie ok. 

MØ
Energiczna MØ zawsze daje dobre koncerty, tym razem nie było inaczej.



David Byrne

I tu oto, proszę państwa, mamy gwiazdę tegorocznego Open'era. Na jego koncert nie szłam ze szczególnie wysokimi oczekiwaniami, nie były one też zbyt niskie. Okazało się, że był to zdecydowanie show dnia. Byrne nie tylko świetnie śpiewa, a jego muzycy bezbłędnie grają, ale też cudownie tańczy. Koncert wydawał się zaplanowany, a jednocześnie radosny i nieco spontaniczny. Cała grupa na scenie poruszała się płynnie i wykonywała przedziwne ruchy, które czasem przypominały nowoczesny taniec, innym razem składanie prania albo krojenie chleba. Trudno było nie dać się w to wciągnąć, a najlepiej całość podsumowuje jeden z tekstów Byrne'a: "We dance like this because it feels so damn good".



Depeche Mode

Koncert Depeche Mode już genialnie opisał fanpage "Są na świecie płyty, o których nie śniło się młodym klerykom". Liczyłam na coś więcej po tym ile osób zachwycało się DM na żywo, dostałam lekko totalitarnie śmierdzące show, w którym najlepszym momentem było machanie rękami przez tłum ludzi. Gahanowi na pewno nie można zarzucić słabego głosu, to brzmi jak należy. Ale wszystko jest powtarzalne i ma się brzydkie wrażenie, że ktoś tu odcina kupony i wykorzystuje polskich januszy, którzy łykną dosłownie wszystko co Depeche Mode im poda. Mi nie smakowało za bardzo. 

DZIEŃ III

Gorillaz

Po zobaczeniu ich w Warszawie za legendarne już 2 złote bardzo czekałam na ten występ. Warszawski był naprawdę bezbłędny, więc liczyłam, że na Open'erze będzie podobnie. I Gorillaz idealnie spełnili oczekiwania. Koncert był zupełnie inny niż w stolicy - nie była to zaplanowana całość przygotowana pod promocję albumu, bardziej podróż przez "greatest hits plus", ale nadal uzupełniona niczego sobie wizualizacjami, licznymi gośćmi i przede wszystkim wielkim talentem i charyzmą muzyków. Chciałoby się tylko więcej.



DZIEŃ IV

Sevdaliza

Koncert Sevdalizy podobnie jak w przypadku Gorillaz miał być moim drugim jej koncertem i podobnie miałam dość duże oczekiwania. Jednak w tym przypadku nieco się zawiodłam, ale chyba nie z winy samej artystki. To był ten dzień, kiedy na samego Open'era jechaliśmy dłużej niż na nim byliśmy (zajęło nam to 4,5 godziny). Spóźniliśmy się na koncert zespołu Bomba Estero, poddenerwowani i zestresowani udaliśmy się od razu na Sevdalizę. Jako że cały czas zżerał mnie jeszcze stres i było mi słabo o skupienie było trudno. Dodatkowo staliśmy dość daleko od sceny, a na telebimach zamiast kocio-wężowych ruchów Iranki zobaczyliśmy bardzo nieruchome wizualizacje. Szkoda, bo jej taniec na pewno, jak zawsze, był niesamowity. 

Bruno Mars

Mars to muzycznie zupełnie nie moja bajka, ale mam słabość do laserów i fajerwerków. Dostałam dużo fajerwerków i trochę laserów, które oglądałam ze strefy Kids Zone, gdzie spotkały się one z należytym piskiem i ekscytacją przebywających tam dzieciaków. Bruno też nieźle tańczy, więc miło było popatrzeć. Jednak nie na tyle miło, żeby zostać do końca.

***

Ogólnie Open'er jak zwykle zastosował swoją taktykę zapraszania artystów z zupełnie różnych grup stylistycznych z zupełnie różnymi grupami fanów. I rozbijaniem ich tak, żeby wiele osób musiało przyjść na wszystkie dni, aby zobaczyć wszystko to, co ich interesuje. W tym roku tej ogromnej ilości osób kompletnie nie udźwignęli logistycznie, a w całej imprezie coraz mniej pomysłu na ciekawy content, a coraz więcej komercjalizacji. Z jednej strony trochę szkoda, z drugiej - fajnie, że Polska ma swoją Coachellę. Na takie festiwale w końcu też musi być miejsce.

No i jeszcze dwie istotne zmiany w stosunku do lat ubiegłych - toi toie stały się różowe, a telebimy czarno-białe. 
Czytaj dalej »

wtorek, 12 czerwca 2018

Mięsożerca może żyć bez mięsa

1
Wczoraj podobno był Światowy Dzień Bez Mięsa. Od jakiegoś czasu dla mnie to dzień jak co dzień. Nie pamiętam już dokładnie daty, kiedy zostałam wege. Na pewno działo się to stopniowo. Na początek ograniczałam mięso, potem zrezygnowałam z każdego mięsa z wyjątkiem drobiu i ryb. Następnie porzuciłam też jedzenie drobiu. Zostałam przy rybach i jem je do dziś, więc właściwie jestem pescowegetarianką (podobno taka dieta ma sporo plusów i wcale nie jest bardzo niehumanitarna, jednak czasem sobie wyrzucam, że z ryb nie umiem zrezygnować). 

To ja i szkockie mięsiwa w 2014 roku, zanim zostałam wege


Zanim przestałam jeść mięso byłam jedną z tych osób, która śmiała się niczym Ron Swanson, że wegetarianie jedzą jak króliki. Posiłek bez mięsa był dla mnie trudny do wyobrażenia. Na śniadanie kanapki z sopocką, na obiad kotlecik, na kolację bekon. Mawiałam, że warzywa to zło. Jednak w którymś momencie wzięła górę empatia. Zrozumiałam, że skoro nie podoba mi się jak się traktuje zwierzęta w produkcji przemysłowej, że skoro coś we mnie sprawia, że nie mogę patrzeć na świnie zamknięte w ciężarówce w ścisku, a dodatkowo ekologia przemawia za niejedzeniem mięsa (no bo co emituje więcej syfu do atmosfery - produkcja mięsa czy roślin?) to znaczy, że nie powinnam zajadać efektów tego procesu. Byłaby to po prostu hipokryzja, co nie znaczy, że każdy to przeżywa. Innym może to nie przeszkadzać i to nie mój problem. Nie znaczy to też, i podkreślam to od początku, że nigdy się nie złamię. Jestem tylko człowiekiem, a człowiek niestety jest słaby.

Jestem wege już ponad około półtora roku, może trochę więcej. Przez ten czas nie było mi raczej tęskno do mięsa, może trochę do żelków (w końcu zawierają żelatynę, czyli też produkt zrobiony ze zwierzęcia). Będąc wege przeszłam swoją pierwszą ciążę. Mimo nacisków rodziny, że powinnam zjeść mięso dla dobra dziecka (whaaat) nie uległam. Babcia pomstowała, że urodzę słabe dziecko o niskiej masie urodzeniowej. Jak już kiedyś pisałam urodziłam chłopaka o wadze prawie 5 kilogramów, więc argument babci upadł (w co do tej pory nie jest ona w stanie uwierzyć). Moje wyniki badań (a w ciąży robi się ich naprawdę mnóstwo) były zawsze wzorowe. W szpitalu po porodzie stwierdzono, że mam żelazo zdecydowanie w normie i nie trzeba go suplementować, w przeciwieństwie do sytuacji niektórych mięsożernych koleżanek. 

Chcę wam tylko tym powiedzieć, że kluczem do wszystkiego jest tak naprawdę zbalansowana dieta. Nie potrzebujecie mięsa. Nawet jego smak możecie zastąpić czymś innym - Bezmięsny Mięsny robi świetne produkty przypominające boczek, kiełbasy, pieczeń, pepperoni, hamburgery a ostatnio także kebab czy gyros. W prawie każdym sklepie dostaniecie produkty z soi zastępujące np. parówki. I na pewno będą to parówki zdrowsze niż te ze zmielonych resztek najgorszej jakości mięsiwa. Ba, ostatnio przekonuję się też, że da się żyć również wegańsko - z powodu alergii malucha na mleko krowie od miesiąca moja dieta stała się jeszcze bardziej restrykcyjna. Oczywiście pewnie z radością powrócę do serów kiedy tylko będzie taka możliwość (ale może je ograniczę?), ale nie jest to tragedia nie do przeżycia. Da się, a tofu to świetna sprawa.

Nie jestem jednak wojownikiem. Nikogo do niczego nie mam zamiaru zmuszać, ani nawet namawiać. Chciałabym wychować swoje dziecko w duchu wege, ale jeśli któregoś dnia powie, że chce spróbować kurczaka, to go dostanie. Dieta to tylko mój wybór i nie będę innym mówić co mają robić. Przeczytałam ostatnio, żeby starać się być takim wegetarianinem jakiego samemu chciałoby się spotkać na swojej drodze będąc jeszcze mięsożercą. Nie reaguję więc odruchem wymiotnym, kiedy ktoś wcina szynkę (a widziałam takie akcje u znajomych wege), nie ogłaszam na głos, że czyjeś jedzenie śmierdzi mi śmiercią, nie szepczę też do ucha jedzącemu kiełbasę na ognisku o okrucieństwach, które musiała przejść ta świnka. Nie każę też nie podawać mięsa tam, gdzie akurat przebywam (jak kolega Morrissey). Szanujmy się, bo wszystko jest dla ludzi. To tylko kwestia wyboru.
Czytaj dalej »

piątek, 8 czerwca 2018

10 powodów, dla których Straight Pride Month nie jest potrzebny

0
Trwa czerwiec, czyli miesiąc Pride. W każdym większym mieście odbywają się parady równości, spotify proponuje nam specjalne playlisty, a wielkie korporacje sprzedają tęczowe gadżety (jest jeszcze dobrze, jeśli jakiś procent przekazują organizacjom pomagającym społeczności LGBTQ).

To ja podczas Europride 2010 w Warszawie
I jak co roku odzywają się ci, którzy twierdzą, że po co to komu, przecież nie ma miesiąca dumy osób heteroseksualnych i nie mają one potrzeby paradować po ulicach. Inni mówią, że może czas na miesiąc heteroseksualnej dumy. Moim (i chyba nie tylko moim) zdaniem jest on zupełnie niepotrzebny. Dlaczego? Bo trwa przez pozostałe 11 miesięcy w roku. Jeśli jesteś hetero i chcesz sprawdzić, czy jest ci potrzebny miesiąc dumy, odpowiedz dobie na poniższe 10 pytań.

1. Czy możesz wziąć legalnie ślub w swoim kraju?

2.  Czy pocałowanie twojej drugiej połówki w miejscu publicznym przysparza ci jakiekolwiek trudności?

3. Jakie modele związków najczęściej widzisz w telewizji, w reklamie, na billboardach, w kinie (wszędzie)? Czy są to w większości związki heteroseksualne?



4. Czy w filmie, w którym ostatnio widziałeś wątek osoby ze społeczności LGBTQ, było to użyte jako problem w fabule (czy raczej była to po prostu opowieść o czymkolwiek, gdzie przy okazji bohater jest gejem/lesbijką/trans/non-binary, ale sam ten fakt nie ma żadnego wpływu na fabułę - tutaj przykład na to, że tak się o dziwo da zrobić)?

5. Czy musiałeś powiedzieć swojej rodzinie i przyjaciołom o swojej orientacji? Czy powiedzenie komukolwiek o twojej orientacji seksualnej albo identyfikacji płciowej byłoby dla ciebie jakimkolwiek problemem?

6. Czy twoja orientacja seksualna jest używana jako obelga (np. "heteryk")? 

7. Czy możesz adoptować dziecko ze swoją drugą połówką?

8. Czy osoby publiczne, które mają taką samą orientację seksualną/identyfikację płciową jak ty mają to podkreślane przez media/inne osoby publiczne na niemalże każdym kroku - np. poseł heteroseksualista, piosenkarz cis?

9. Czy kiedy złapiesz swoją drugą połówkę za rękę i przejdziecie się przez park to sądzisz, że wywołasz tym jakiekolwiek emocje u osób postronnych? Czy idąc tak ze swoją połówką późnym wieczorem będziesz się bał?

10. Czy o twojej orientacji seksualnej mówi się, że "odbiega od normy", a o innych, że są "normalne"?

Już? To chyba nie muszę nic więcej tłumaczyć.

Happy Pride i widzimy się na paradzie (w Warszawie w sobotę)!
Czytaj dalej »

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Koncertowy przegląd czerwcowy

0
Chodzę na bardzo dużo koncertów. Naprawdę dużo. Ok, ostatnio dużo mniej, bo mam w domu małego człowieczka. Ale jak tylko ogarniemy zostawanie z tatą, to pewnie do wieczornych wyjść uda się wrócić. Tak czy inaczej, na pewno jest wiele koncertów, na które potencjalnie chciałabym pójść. I jednocześnie zachęcić do tego innych. Stąd ten przegląd, który, mam nadzieję, będzie się pojawiał tutaj co miesiąc.

To ja na Open'erze, na którym usłyszałam po raz pierwszy artystę numer jeden z tego zestawienia

5 czerwca - Father John Misty 

Gdzie? Palladium, Warszawa
Organizator: Go Ahead
Za ile? 120 zł


Ojca Misty'ego poznałam na Open'erze kilka lat temu. Bardzo go wtedy bawiło, że mnóstwo ludzi poszło najpierw zobaczyć przez chwilę Drake'a, a potem przyszło na jego koncert (tak, tak, sama tak zrobiłam). Muzyka była ok, ale to charyzma pana Misty sprawiła, że zostałam do końca. No i jeszcze ruchy bioderkami. Potem okazało się, że ukrywający się pod tym pseudonimem Joshua Tillman ma trochę dziwną i lekko kontrowersyjną prezencję w social mediach i poza nimi. Nie mniej jednak ironiczne i niegłupie teksty, całkiem niezła muzyka, dziwaczne klipy i wspomniana charyzma sprawiają, że chętnie zobaczyłabym go ponownie na żywo. Poza tym kiedyś ucięliśmy sobie przyjemną "pogawędkę" na twitterze o Taylor Swift.


7 czerwca - Haim

Gdzie? Stodoła, Warszawa
Organizator:  Live Nation
Za ile? 129 zł


Haim również miałam okazję widzieć na żywo i również było to na Open'erze. Kobieca siła sióstr jaka płynęła z tego występu to coś, co naprawdę warto przeżyć. Muzyka nie jest wybitna, ale przyjemna, w domu słucham jej raczej rzadko, ale na żywo prezentuje się z taką mocą, że nie da się tego porównać ze słuchaniem z głośników w domowym zaciszu. Do tego wszystkiego trzeba dodać miny, jakie robi grająca na basie Este Haim (zespół składa się z trzech sióstr, które mają na nazwisko, uwaga, Haim).



16 czerwca - Slim Cessna's Auto Club

Gdzie? Hydrozagadka, Warszawa
Organizator: Hydrozagadka
Za ile? 59/69/79 zł


Nie słucham raczej country (chyba że chodzi o Trixie Mattel albo Dolly Parton), ale alternatywne country to już inna bajka. Slim Cessna's Auto Club grają od 25 lat i chociaż do tej pory nie miałam okazji widzieć ich w akcji to słyszałam, że warto. Może nieprzekonanych przekona ten fragment z opisu wydarzenia: "Slim Cessna's Auto Club słynie przede wszystkim z niezwykle żywiołowych występów, gdzie można spodziewać się dosłownie wszystkiego: od klimatów niczym z tarantinowskiego podłego baru, przez dzikie kazania rodem z baptystycznej mszy, po rock'n'rollowe tańce. To wszystko w postaci niesamowitych wokalnych dialogów dwóch frontmanów - charyzmatycznego Slima Cessny i mrocznego Jay'a Munly'ego".  

19 czerwca - Queens Of The Stone Age

Gdzie? Torwar, Warszawa
Organizator: Alter Art
Za ile?  178-198 zł


QOTSA na żywo widziałam już dwa razy ale oba razy były na dużych festiwalach (Open'er i OWF), a nigdy nie był to ich samodzielny koncert. Mimo festiwalowych ograniczeń potrafili mnie jednak wciągnąć w to, co robią na scenie. Chociażby poprzez dobre wizualizacje oraz gitarowo-wokalną, czystą energię bez zbędnych udziwnień. Poza tym Josh to miły facet. Chyba że akurat kopie kogoś po głowie.

30 czerwca - Beyoncé and Jay-Z 

Gdzie? Stadion Narodowy
Organizator: Live Nation
Za ile? Beyoncé może wziąć ode mnie wszystkie pieniądze


Czy naprawdę muszę tu cokolwiek pisać? To Beyoncé do cholery!

I Jay-Z. Będzie tam też Jay-Z. 
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia